Predykcje 2017-18: Układ sił na Zachodzie

 

Moje desperackie próby przewidywania przyszłości na najbliższy sezon w NBA doprowadziły mnie na Zachód. Tę Konferencję dzielę sobie w tych rozgrywkach według schematu 5+3 gdzie piątkę, raczej pewną awansu, stanowią Warriors, Rockets, Spurs, Thunder i Wolves. Trójkę, którą widzę w postseason, ale z różnych przyczyn, nie jestem do końca pewny (np. zdrowie) tworzą Clippers, Blazer i Nuggets w dowolnej konfiguracji.

To, że wstępnie mam nakreśloną całą ósemkę Zachodu, wcale nie oznacza, że ten sezon będzie nieciekawy. Przeciwnie. Chciałbym się pomylić. I podejrzewam, że gdzieś się pomylę. I dobrze. Wśród pozostałych siedmiu drużyn, tylko Suns nie mają ambicji na awans i raczej dla nikogo nie jest tajemnicą, że zatankują do pełna w tych rozgrywkach. Lakers, Pelicans, Mavs, Jazz, Kings i Grizzlies mają większe lub mniejsze szanse, żeby wmieszać się w wyścig i zrzucić z listy którąś z ekip mojego +3. Układanie dolnej siódemki było dla mnie trudniejsze, niż układania pierwszej ósemki. 

Dokładnie, widzę to tak:

1. Golden State Warriors. Nie widzę powodów, dla których miałbym nie mieć Dubs na pierwszym miejscu swojej listy. Nie wygrają 70 meczów, bo nie jest to ich ambicją. Wiedzą jednak doskonale, że ewentualne siódme mecze w play-offs, warto grać u siebie.

2. Houston Rockets. Podoba mi się, że idą swoją drogą, że nie chcą być tylko tanią kopią Warriors. Mike D’Antoni ma system, jest trenerskim geniuszem, jeśli chodzi o atak. W tym sezonie po bronionej stronie boiska dostał ludzi na niezłym poziomie. Harden może i spała się w play-offach, ale mówimy tu rundzie zasadniczej, a niej jest brodatą bestią.

3. Oklahoma ThunderCzemu miałoby się nie udać. Każdy z trzech liderów Thunder ma, a raczej powinien mieć, interes w tym, by ten projekt zakończył się sukcesem. Nawet jeśli P.G odejdzie po sezonie, to teraz gra o nowy sezon. Melo nie ma już nic do udowodnienia, poza tym, że potrafi być częścią wygrywających ekip. Russ jest zabezpieczony kontraktem na lata. Gdyby nie wierzył, że to może się udać, poczekałby z podpisem do wakacji.
  
4. San Antonio Spurs. Dałem Ostrogi na czwartym, a nie trzecim (lub wyżej) miejscu  z racji ich problemów ze zdrowiem oraz wiekiem. Choć w sumie ta śpiewka towarzyszy im od ładnych paru lat. Pop wyciąga coraz to nowych zawodników i robi z nich klasowych koszykarzy. Mimo wszystko, zdrowy Kawhi będzie tu potrzebny jak woda rybie. Zdrowy Pau i powrót Parkera to też ważne kwestie.

5. Minnesota Timberwolvesto nie może się nie udać. Tam jest za dużo talentu i determinacji. Owszem, każdy może się połamać, ale to już jest ponad moimi analizami. Wiggins dobrze zareagował na boisku na nowy kontrakt. Towns jest już świetny a cały czas idzie w górę. Jimmy B. to młody weteran, którego taka ekipa potrzebowała.

6. Los Angeles Clippers. Teo już leczy stopę. A sezon nie ma nawet 5% meczów za sobą. Blake wygląda znów jak jedna z najlepszych czwórek ligi. DeAndre na razie nie traci nic ze swojego atletyzmu. Podoba mi się to, co przyniósł do L.A. Pat Beverley. To jest ciekawy skład, na którego drodze do wygrania 46-48 meczów może stanąć tylko brak zdrowia.

7. Portland Trail BlazersLillard, McCollum, odchudzony Nurkic, walczący pod tablicami Aminu. Blazers są ekipą co najwyżej poprawną, ale dzięki obwodowi, który należy do elity NBA, dzięki środkowemu, który jest więcej, niż przeciętny, wiele braków i mankamentów da się tuszować lub niwelować. Ten skład powinien skończyć sezon z kilkoma wygranymi ponad 50%.
  
8. Denver Nuggets. Wiem, że wiele osób ma Nuggets wyżej. Ja mam przy nich za dużo znaków zapytania. Nie boję się o współpracę Jokica z Millsapem. Nie boję się o te dwie pozycje. Chcę zobaczyć jak rozwinie się Garry Harris. Jestem ciekaw czy da się jeszcze coś wydobyć z Mudyay’a. Czy Wilson Chandler wytrzyma w zdrowiu większą część sezonu? Potencjał tam jest, dobry trener tam jest. Mam za dużo niewiadomych by umieścić ich wyżej, ale nie wątpię w ich możliwości. 

9. Utah JazzJazz mogą zrobić play-offy w erze po Gordonie Haywardzie. To jest systemowa drużyna, a systemowe drużyny nie cierpią aż tak bardzo po utracie konkretnych zawodników. Nawet tych dobrych. Tam nadal ma kto grać. To jest nadal defensywny monolit. 

10. Memphis Grizzlies. Gasol to cały czas elita wśród środkowych, a Conley, to cały czas elita wśród rozgrywających. Grizzlies, jak Jazz, są ekipą systemową. Koniec końców to jest jednak sport a nie panel dyskusyjny. Ktoś musi do tego kosza się przedostać. Ktoś musi umieć sięgnąć do obręczy wyżej, niż łokciem. Nie będę zszokowany jak Grizz doczłapią się do postseason, ale na ten moment to wszystko jest dla mnie za kruche, za bardzo wytarte. 

11. New Orleans Pelicans. Wbrew wielu negatywnym opiniom, wierzę, że dwóch wysokich może w dzisiejszej koszykówce prowadzić swoją ekipę do wygranych. Warunek jest jeden – trzeba ich otoczyć strzelcami. Póki co, nie ma tego w Nowym Orleanie. 

12. Dallas MavericksTylko Dirka żal. Nie sądzę, żeby Mavs byli tragiczni, i nie sądzę, żeby odpalili tankowanie. To nie w ich stylu. Ich gra, jak od lat, będzie mogła się podobać. Do play-offowego poziomu zabraknie jednego dodatkowego dostarczyciela punktów.
 
13. Sacramento Kings. Być może coś ruszyło w Sacramento. Ich ruchy kadrowe latem były całkiem w porządku. Ich filozofia draftowania była logiczna. To nadal za mało, żeby na Zachodzie nawiązać walkę, ale mecze z Kings dla nikogo nie będą spacerem. 
  
14. Los Angeles Lakers. Jest tam sporo talentu. Ale nie ma za dużo doświadczenia. Nie ma też, mam wrażenie, ciśnienia, żeby zacząć wygrywać już. Lakers zaskoczą wiele razy w tym sezonie. Być może, jak co roku, rozbija u siebie Warriors. Pewnie zaskoczą jeszcze w paru innych meczach. W skali ogólnej mają jednak za mało, żeby marzyć realnie o regularnym wygrywaniu. 

15. Phoenix SunsBez trenera, zaraz bez Bledsoe, bez skrupułów tankowanie. Żywy przykład tego, jak nie mający pojęcia o koszykówce właściciel próbuje położyć swoją rękę na wszystkich decyzjach klubu. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.