„Potrójne oblicze”. Rusza przedsprzedaż biografii Stepha Curry’ego!

Wydawnictwo SQN sprawiło mi wielką przyjemność zapraszając mnie do napisania posłowia do polskiego wydania tej książki. Wyszło mi pięć stron. Możecie przeczytać, możecie pominąć, bo to w sumie jest za tekstem głównym. Wiem, że ludzie, nazwijmy ich krytykami literackimi, mają problem z nazywaniem tej książki biografią. Bo dziwnie to brzmi – biografia zawodnika, który ma 29 lat i prawdopodobnie więcej sezonów w NBA przed, niż za sobą. Pomińmy więc słowo biografia. Nazywajmy tę pozycję po prostu książką o Stephie Curry’m. Na początku myślałem, że mam moc jak Andrzej Sapkowski, że będę mógł uśmiercić głównego bohatera przy pomocy trucizny, ognia i smoka. Na raz. Nie, że chciałem to zrobić. Przeszło mi tylko przez głowę, że mogę, że mam taką moc. Potem, dla pewności, sprawdziłem w słowniku czym jest posłowie. Okazało się, że nie, że nie mogę zabić głównego bohatera. Poza pozbawieniem go życia przy po mocy smoka, trucizny i ognia, myślałem też, o paru alternatywnych zakończeniach książki. Potem się uspokoiłem. 

22 listopada do księgarni trafi książka Marcusa Thompsona II „Stephen Curry. Potrójne oblicze” opowiadająca o życiu i karierze lidera Wojowników. Właśnie rusza przedsprzedaż książki a ja kolejny raz jestem jednym z, tak zwanych, patronów medialnych.

Książka w przedsprzedaży dostępna w księgarni internetowej Labogita.pl. Czeka tam na Was 25% rabatu!

– Wysyłka od 31 października – zatem książka będzie w Waszych rękach na długo przed premierą.

Książki szukajcie również na Empik.com, a od 22 listopada w salonach Empik w całej Polsce.

 

Przedpremierowo biografia dostępna na stoisku Wydawnictwa SQN (D37) na Targach Książki w Krakowie (26-29 października).

Fragment książki:

Nie chodzi o to, że Warriors byli kiepscy, nie chodzi o to, że mieli szansę na coś wielkiego i ją zmarnowali. Było znacznie gorzej – Warriors nie mieli żadnego znaczenia. Kibice cierpieli, bo ich drużyna pozostawała nijaka. Kiedy masz swoją siedzibę na Zachodzie, a media sportowe są zdominowane przez Wschodnie Wybrzeże, musisz zrobić coś spektakularnego, żeby przyciągnąć uwagę. W przypadku Warriors do publicznej świadomości przedostawały się zazwyczaj historie negatywne, tak jak ta, kiedy Latrell Sprewell zaczął dusić swojego trenera. Albo jak ta, kiedy zespół sprzedał swoją młodą gwiazdę, Chrisa Webbera.

Mecze Warriors rzadko pojawiały się w ogólnokrajowych transmisjach, więc niewiele osób poza zatoką San Francisco miało okazję ich oglądać, polubić i obdarzyć szacunkiem, choćby dzięki wspomnieniom z dzieciństwa. I sam zespół, i jego kibice byli koszmarni i mało widoczni. Każdy wieloletni fan Warriors potrafi opowiedzieć historyjkę o tym, jak spotyka kogoś, kto nie mieszka w Kalifornii i nie wie nawet, w jakim mieście grają Golden State Warriors. Byli tak nieistotni, że nikt nie zadał sobie trudu, by rzucić na nich jakąś klątwę, która uczyniłaby ich historię ciekawszą i wartą śledzenia.

Warriors byli zawsze na tyle daleko od tytułu mistrzów NBA, że nawet nie stawiali sobie takich celów. Ich kibice marzyli tylko o tym, żeby ich ulubieńcy awansowali do play-offów i może napędzili trochę stracha jakiejś naprawdę dobrej drużynie. I zyskali dzięki temu choć odrobinę szacunku. Choć mieli poczucie dumy, doprowadzenie do sytuacji, w której zaczną cokolwiek znaczyć, było bardziej realistyczne od pierścieni. Gdyby Warriors wspięli się na poziom drużyn takich jak Sonics, Blazers czy Jazz – na tyle dobrych, że przegrały dopiero w wielkich finałach z prowadzonymi przez Michaela Jordana Chicago Bulls – to już byłoby święto.

Po czym pojawił się Stephen Curry i wszystko odmienił.

Zanim LeBron James dał Cleveland pierwszy mistrzowski tytuł od 54 lat i zanim Cubs wygrali World Series po raz pierwszy od ponad 100 lat, to Warriors byli tą przeklętą drużyną, której udało się w końcu przerwać pasmo nieszczęść. Ale w przeciwieństwie do tamtych nie byli nigdy pupilkami Ameryki. Nikt nie trzymał za nich kciuków tak jak za Cavaliers czy Cubs, albo za baseballistów Boston Red Sox, którzy po blisko stuleciu przełamali złą passę i w 2004 roku zdobyli mistrzowski tytuł. Częściowo wynikało to z faktu, że w rejonie zatoki San Francisco pojawiały się w międzyczasie ekipy mistrzowskie: baseballowe drużyny Oakland Athletics i San Francisco Giants czy futboliści 49ers. Ciężej więc było wykrzesać z siebie współczucie.

I oto teraz, po dwóch wspaniałych magicznych sezonach, świeżość towarzysząca nowym Warriors zdążyła się już ulotnić. Można nawet mówić o poczuciu zmęczenia materiału. W ciągu kilku lat ekipa z Golden State przeszła drogę od uroczego start-upu, na którym umieli się poznać tylko prawdziwi znawcy, przez tytuł wielkich mistrzów, aż do miana znienawidzonych faworytów, z których klęski wiele osób się cieszyło. Tymczasem w zatoce San Francisco wiele osób wciąż jeszcze kręci z niedowierzaniem głowami. Rzesze kibiców nie zdążyły jeszcze oswoić się z myślą, że ich ulubieńcy są mistrzami NBA, że ich ukochani Warriors zdążyli już nawet stać się koszykarskimi czarnymi charakterami.

Wtedy nikt jeszcze nie miał o tym pojęcia, ale wszystko zaczęło się 25 czerwca 2009 roku. Przyszłość organizacji odmieniła się wraz z siódmym wyborem w drafcie. Warriors pozyskali wtedy najważniejszy element potrzebny do rozpoczęcia odbudowy drużyny – ten, który miał z niej uczynić potęgę. Trzy lata minęły, zanim można było dojść do wniosku, że są w stanie rywalizować z najlepszymi. Kolejne dwa – dopóki udało się zbudować coś więcej. I zanim ktokolwiek się zorientował, rozpędzili się tak, że mało kto potrafił dotrzymać im kroku. A Curry znajdował się w epicentrum tego trzęsienia ziemi. Był wszystkim tym, czego od lat pragnęli kibice Warriors.

O książce:

Kiedy w 2009 roku startował w drafcie, jego matka dopytywała Steve’a Kerra, czy syn w ogóle ma szansę trafić do NBA. Nikt nie mógł się spodziewać, że wybór Stephena Curry’ego będzie jedną z najlepszych decyzji w historii Golden State Warriors i do tego stopnia odmieni losy ligowego outsidera.

„Niech nie zwiedzie was ten uśmiech” – przestrzega dziś LeBron James. Wie, co mówi, bo choć Steph nie jest ani najsilniejszy, ani najwyższy, ma coś, co cechuje wielkich mistrzów: instynkt zabójcy ujawniający się w decydujących momentach.

Poznaj różne twarze gracza, który w ostatnich sezonach zachwyca cały koszykarski świat. Przeczytaj o drodze na szczyt NBA, która nie miała prawa się powieść. Dowiedz się, jak wypracował swój fenomenalny rzut z dystansu, choć niewiele brakowało, by skończyło się to przerwaniem kariery.

Odkrywcza, zaskakująca, napisana z reporterskim zacięciem książka. Niezwykła biografia zawodnika, który dla rzutów za trzy stał się tym, kim Michael Jordan dla slam dunków, a Magic Johnson dla asyst. To po prostu trzeba przeczytać!

Autor: Marcus Thompson II

Tytuł oryginału: Golden: The Miraculous Rise of Steph Curry

Data wydania: 22 listopada 2017

Cena okładkowa: 39,90 zł

Liczba stron: 320 tekst i 8 zdjęcia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.