Śliwki vs Robaczywki play-offs 2021 Vol.1

Dzień dobry! Za nami tydzień z kawałkiem od rozpoczęcia play-offów. Czas więc najwyższy wziąć na warsztat to, co wydarzyło się w tym czasie w NBA. Dziś same Śliwki. Zapraszam!

Trae Young. Czy tego chce, czy nie (podejrzewam, że raczej nie) podczas rozmawiania o nim i jego karierze, prędzej czy później przywołany zostanie fakt, że w dniu draftu 2018 roku został wymieniony za Lukę Doncica, co już na zawsze przecięło ich ścieżki. I na tym polu zawsze będzie przegrywał. Przynajmniej na ten moment tak to wygląda. Luka jest na trajektorii bycia graczem top 10-15 w historii koszykówki. Trae z kolei jest na trajektorii bycia „najwyżej” kilku(nasto?)krotnym All-Starem. Cudzysłów nieprzypadkowy w słowie najwyżej, bo przecież być regularnie graczem poziomu All-Star, to bardzo dużo. Ale jeśli masz okazję ściągnąć do siebie zawodnika, który zdarza się raz na pokolenie, lub rzadziej, to to robisz i nie pytasz o cenę. Mavs to zrobili. Dokładnie 20 lat po tym, jak sięgnęli w drafcie 1998 roku po pewnego chudego Niemca z Würzburga, którego też pozyskali w wymianie. Trzy lata później, z 2018 do 2021 roku, Luka ma na koncie już dwa sezony na poziomie konwersacji o MVP rozgrywek, rzuty na miarę dogrywek i wygranych meczów w postseason oraz powszechną opinię, że może być liderem w drużynie walczącej o tytuł. A Trae? Że nie umie i nie chce bronić, że nabija sobie puste statystyki, które w skali ogólnej niewiele znaczą, że zaczyna wykazywać „rakotwórcze” cechy w szatni. Ile jest w tym prawdy? No, trochę jest. Do tego sezonu Hawks z Youngiem za sterami nie wygrali więcej, niż 29 meczów. Young nie broni i nawet się z tym nie kryje, a z szatni Hawks, co jakiś czas, docierają do nas różne doniesienia, że nie wszystkim kolegom jest z nim po drodze. Całe to długie wprowadzenie było mi potrzebne do tego, żeby napisać, że zaimponował mi ten 22-latek z włosami, których nadal nie jestem w stanie rozgryźć. Zaimponował mi, bo dostarcza, bo daje radę na największej scenie. No tak, to nie są jeszcze Finały, ale przecież tegoroczni Hawks nie mieli bić się o tytuł. No i też seria z Knicks nie jest jeszcze zakończona. Gdy piszę ten tekst jest 3:1 dla Jastrzębi, więc oceniam go tylko za ten wycinek tej serii, nie wiedząc co wydarzy się później.
Rzuty, decyzyjność, podania, prowadzenie gry, spokój. Young dojechał ze wszystkim. 27.5 punktu, 10 asyst, 2.5 zbiórki, 47% z gry, tylko 11 strat w czterech spotkaniach. Knicks mieli go atakować, jako teoretycznie najsłabsze ogniwo w obronie. Póki co, to się nie dzieje. I tak słucham sobie pomeczowych wywiadów z nim. Mniejsza z tym, o czym mówi. Jaki on jest młody! Wiem, że moje odczucie trochę potęguje jego filigranowa postura, jego dziecinna barwa głosu i delikatne seplenienie. Wiem, że również 22-letni DeAndre Ayton wygląda i brzmi trochę inaczej, ale… come on, jak dobry/dobra byłeś/byłaś w wieku 22 lat w czymś … no właśnie, w czym? Ludzie w tym wieku zwykle są w trakcie swojego procesu edukacji, i nie muszą w niczym być wybitni. Tu, w NBA, poprzeczkę oczekiwań podnosimy tak wysoko wobec ludzi, którzy często dekadę od kiedy zaczynamy to robić, będą jeszcze relatywnie młodzi. Śledzę tę ligę od 30 lat, ale nadal często nie mogę się nadziwić jak ktoś może być w coś tak dobry, jak dobrzy w koszykówkę są zawodnicy NBA.

DeAndre Ayton. To jest dość podobny przypadek, bo to ten sam „doncicowy” draft. Masz trenera reprezentacji Słowenii, z którym Luka sięgał po mistrzostwo Europy. Ale decydujesz się w drafcie na lokalną gwiazdę z Arizony, a Luce pozwalasz spaść na dalsze miejsca. Trzy lata później, przystępujesz do play-offów z drugiego miejsca, ale w mediach czytasz, że szanse na coś większego masz małe, bo twój środkowy jest o przynajmniej dwa lata od tego, żeby coś znaczyć w postseason. Wydawało mi się, że po meczu otwarcia serii (21 punktów, 16 zbiórek, 10/11 z gry) już tak dobry występ mu się nie przydarzy. Pomyliłem się. Bahamczyk (pierwszy raz w życiu, tak myślę, użyłem tego słowa) dostarcza co mecz – 22/10 w drugim starciu, 22/11 w trzecim oraz 14/17 w czwartym. Łącznie z 47 oddanych rzutów trafił aż 38, co oznacza, że jego odsetek trafień z gry znajduje się obecnie na absurdalnie wysokim poziomie aż 80.9%! Luką nie będzie. Ale nie musi nim być. Jeśli 20 punktów i 13 zbiórek ma być jego średnią z kariery z play-offów, to Suns mogą spać w miarę spokojnie ze swoim wyborem. No i podkreślam to podwójną treską – to są jego pierwsze cztery mecze w play-offach w karierze. To jest dużo więcej, niż CP3 i Booker mogli marzyć od swojego młodego centra. Bo przecież, w trakcie sezonu, było sporo momentów frustracji na linii dwaj liderzy-Bahamczyk (drugi raz).

Luka Doncic. To może teraz dwa słowa o tym, który „naznaczył” kariery wybranych przed nim. Do czasu urazu szyi, pucułowaty Słoweniec gnębił defensywę Clippers. 31, 39 i 44 punkty w trzech meczach. Tak, jak pisałem w moich typach na pierwszą rundę, Clipps nie mają absolutnie nikogo na Doncica. Tak, tak, łącznie z Leonardem. Było już co najmniej kilka posiadań w tej serii, kiedy Kawhi schodził na Lukę (bo regularnie go nie kryje), a Mavs nie szukali specjalnie dodatkowego switchu, tylko robili mu miejsce, by operował, a ten z chęcią i powodzeniem to robił. Nie będę ukrywał, lubię ten jego bałkański zadzior. Podoba mi się to, że przyszedł do NBA z nastawieniem, że ta liga jest dla niego kolejnym, bardzo naturalnym krokiem w rozwoju, następną platformą do zarabiania pieniędzy i zdobywania popularności, a on sam NBA nic nie jest winien. To raczej ona, ta NBA, już niedługo będzie jechać na jego plecach. Przyszedł po swoje bez grama nieśmiałości. Takiego nastawienia brakowało Europejczykom 15-20 lat temu. Byli za grzeczni. A Luka, po zdobytych punktach, krzyczy w twarz Beverley’a, że ten jest za mały, by próbować go kryć. Bezczelny sk…syn, ale oczywiście w pozytywnym znaczeniu tej zbitki słów. Nie będę pisał o jego rozumieniu i czytaniu gry, bo to już jest standard. I tu na chwilę zrobię małą dygresję. Tak szybko przyjmujemy wybitne mecze najlepszych zawodników za coś pewnego. To niebezpieczne zjawisko, bo te wszystkie „zwykłe”, ale nadal dobre występy, mamy tendencje wyrzucać do śmietnika. Nie mam tu jakiejś super recepty, jak z tym walczyć. Czy w ogóle „walczyć”, to dobre słowo. Może właśnie takie 9/24 z gry, 0/5 z linii, 19 punktów i 4 straty z meczu czwartego, to dobre odświeżenie i idealny przykład na to, żeby tych wszystkich natchnionych meczów nie brać za coś pewnego. Koniec dygresji.

Bucks, Giannis. Zemsta najlepiej smakuje na zimno. Podobno, na zakończenie rundy zasadniczej, w obozie Bucks przeprowadzono małą rozmowę, czy by przypadkiem, w kontrolowany sposób, nie przegrać sobie tu i tam, żeby nie trafić na Heat w pierwszej rundzie. Zrezygnowano z tego planu. Gracze i trenerzy Bucks postanowili zmierzyć się ze swoimi koszmarami minionego lata. I to jak! Nie licząc pierwszego meczu (109:107) dominacja Milwaukee nie podlegała żadnej dyskusji w trzech kolejnych starciach. Podobało mi się, jak przed rozpoczęciem serii Giannis mówił w wywiadzie, że nie wie, czy ten sezon, ta seria będzie wyglądała inaczej, niż przed rokiem. Jak się nad tym chwilę zastanowić, to paradoksalnie, tak właśnie brzmi ktoś, kto jest pewny swego. Zamiast prężyć się przed kamerami, zamiast opowiadać kim to się nie jest Giannis miał świadomość tego, że czego by nie powiedział, to boisko i tak wszystko zweryfikuje. A tam było dobrze.
Jrue Holiday okazał się luksusową nadwyżką na Bledsoe, na obu końcach boiska. Middleton, do bycia gwiazdą w NBA, być może potrzebowałby być tylko trochę bardziej wygadany i delikatnie bardziej przystojny, bo jeśli chodzi o parkiet, to wszystko ma na miejscu. Portis jest plusowy, Forbes trafia rzuty. Na razie wszystko tam działa. Seria z Nets to będzie coś! Giannis robił 23/15/8 a wrażenie pozostawił takie, że może wejść na jeszcze wyższy poziom, gdy będzie trzeba.

Kawhi Leonard, Paul George. Przed rozpoczęciem serii posłużyłem się banałem Clippers […] muszą dostać od swoich dwóch liderów koszykówkę przez duże K, basket przez duże B. To jest ich czas.” Koniec banału. Niby banał, ale do tego właśnie sprowadza się wszystko to, czym są Los Angeles Clippers w takim, a nie innym składzie. Ta organizacji, raz po raz, swoimi działaniami sama prosi się o miano żywego mema, ale odkładając żarty na bok, nie można nie odnotować, że dwaj liderzy Clipps dostarczają. George 23, 28, 29 i 20 punktów. Kawhi 26, 41, 36, 29. Po czterech meczach mamy 2:2. Fakty są takie, że z urazem szyi gra Luka. Jeśli da się doprowadzić go zdrowia, to jeszcze może być ciekawie. Jeśli nie, to koniec. Doncic jest wszystkim dla swojej drużyny. Bez niego Mavs nie istnieją.

Nikola Jokic. Nie wiem, czy w 2021 roku jeszcze da się napisać o nim coś odkrywczego. Nie, no jasne, że się da. Ale przecież mamy też liczby – 34, 38, 36 (oraz 16) punktów, tylko 9 strat w czterech meczach. Dziwna to seria. Nadal nie wiem kto to weźmie.

Dilion Brooks. Uwielbiasz go, gdy gra w drużynie, której kibicujesz. Pragniesz go udusić i rzucasz mięsem w telewizor, gdy uprzykrza życie twoim ulubionym zawodnikom. Lubię takich graczy. Na boisko wchodzi jak na wojnę, jak na desant w Normandii w 1944. Czasem przegina, ale wolę w tę stronę, niż w przeciwną. Na koniec dnia, to przecież o brak zaangażowania i tej legendarnej „woli walki” zawodowi sportowcy są oskarżani regularnie przez media i kibiców. Czego, jak czego, ale „woli walki” temu 25-letniemu Kanadyjczykowi nie odmówisz. W serii z Jazz, do swojego firmowego bronienia i rozbójnikowania dokłada punkty – 31, 23 i 27. I to jest wielka rzecz dla Memphis. Jeśli ten trend miałby się przenieść po wakacjach na jego piąty sezon w NBA, to może się okazać, że nagle Grizzlies znaleźli, albo raczej wyhodowali sobie trzecią młodą gwiazdę do Moranta i JJJ’a.

Jayson Tatum. 50 i 40 punktów za dwa ostatnie mecze. Tak mi bardzo brakuje Jaylena Browna w tej serii. To mogła być seria przez duże S. A tak, jest oczekiwanie przez duże O na następny sezon. Moje uczucia wobec Tatuma są dynamicznie zmienne. Jest nieprzeciętnie, wręcz niesprawiedliwie dla innych, nieprzyzwoicie utalentowany. Widzę też, że sukcesywnie zaczyna dokładać mięśni na swoje barki. Inaczej wyglądał, jak widziałem go z bliska, w szatni, dwa lata temu. A to dobry znak. Ale też czasem wydaje mi się, że jest za miły, za grzeczny, za spokojny, za cichy żeby Celtics z nim jako liderem mogli zajechać do tytułu. Bo przecież ostatecznie o to chodzi, prawda? A może ten pogląd to tylko „produkt” tego, co sprzedają mi media. Wprawdzie widziałem go na własne oczy, z bardzo bliska, kilka razy. Raz nawet ucięliśmy sobie małą pogawędkę, ale to przecież stanowczo za mało, żeby rozgryźć człowieka. W każdym razie jestem fanem gry, talentu, jak i całej jego postaci oraz bacznym obserwatorem jego rozwoju. Nie jestem wielkim fanem formowania się wielkich trójek czy wielkich czwórek, ale on i Luka w jednej ekipie, to byłby koszykarski film xxx.

Rajon Rondo, Reggie Jackson. 6 strat do 19 asyst Rondo po czterech meczach serii, plus fakt, że 2021 to nie 2011 i nie możesz odpuścić go bezkarnie za łukiem. Gdyby tę umiejętność wsadzić w butelkę i wysłać mu do Finałów 2010, to Celtics pewnie by je wygrali. A może nadal nie? Nie będę ginął za tę tezę, bo dopiero co ją wymyśliłem. A jeśli mowa o starzeniu się tez i przekonań, to jak szybko zestarzało się przekonanie, że uwolniony spod Westbrooka Reggie Jackson będzie „kimś”, jako podstawowy rozgrywający w NBA. Ponad pół dekady do przodu, okazuje się, że Reggie jednak może być plusowy w rotacji…nie wiem czy mistrzowskiej, ale wiem, że na pewno takiej, która chciałaby o sobie myśleć, że jest mistrzowska. 15, 16 i 15 punktów oraz troszkę, ociupinkę zadziorności, którą, jak wiesz, bardzo lubię i wysoko cenię. Nie możesz oczekiwać od niego więcej. Jeszcze parę dni temu Clipps nie mieli prawa realnie marzyć, że będą dostawać połowę tego pakietu.

– Ja Morant.
Wygląda mi na to, że loteria draftu 2019 roku, mogła być dla Memphis biletem do lepszego życia. Z draftem jest tak, że nawet jak trafisz, to i tak możesz nie trafić. Nawet jak losujesz z wysokim numerem, to i tak możesz przegrać. Nawet jak wybierzesz i wyhodujesz sobie All-Stara, to i tak może to niewiele znaczyć. Szczególne w takich rynkach jak Memphis. Może jadę z wyobraźnią za daleko, ale wydaje mi się, że Grizzlies z wyborem Moranta mogli trafić strzał, który zdarza się raz na wiele lat. Jak Mavs z Dirkiem i Luką, jak Bucks z Giannisem i tak dalej. Wybór, który zmienia całą organizację. Nie na rok, dwa czy pięć, tylko na dekadę z zakładką. 26, 47 i 28 punktów w swoich pierwszych trzech meczach w play-offs, w wieku 21 lat, z pozycji rozgrywającego. Połowę tego brałbym w ciemno!

Bogdan Bogdanovic. Nie wiem jak Giannis, ale ja nadal nie mogę pogrzebać w swojej głowie sennej wizji, jak Serb pięknie wyglądałby w Bucks. Nie chodzi mi o piękno zieleni ich koszulek, ale o piękno dopasowania strzeleckich talentów Bogdana w połączeniu z podkoszową dominacją Greka. To nie mogłoby się nie udać. Szczególnie w Milwaukee, u Budenholzera, który stanąłby na głowie, żeby zmaksymalizować talent 28-letniego Serba. Hej, jeśli Bryn Forbes, może wyglądać świetnie w play-offach, to Bogdanovich wyglądałby jeszcze świetniej. Poza tym jestem więcej, niż pewny, że charakterologicznie to byłoby to. Ale mówmy o faktach. A te są takie, że Bogi w swoich pierwszych play-offach w NBA, ale nie pierwszych ważnych meczach w karierze, czuje się w tej fazie rozgrywek jak ryba w wodzie. Postseason nie jest dla każdego. Faza pucharowa nie jest dla każdego. Bogdanovich ewidentnie żyje dla takich chwil i takich meczów. Nie mam na to liczbowych dowodów, bo 18, 18, 15 i 12 punktów, to nie jest żadne wow, ale w teście mojego oka, to jednak jest coś.

Chris Paul. To, ile znaczy dla Suns mogliśmy zaobserwować, gdy nie był w stanie grać na swoim normalnym poziomie w meczach drugim i trzecim. Point God i kropka. Bez niego Suns, to nadal loteryjna drużyna.

R.J. Barrett. Na początku pisałem o młodych zawodnikach. Ten tutaj jest jeszcze młodszy. Za dwa tygodnie zdmuchnie z urodzinowego tortu dopiero 21 świeczek. A już jest dzikiem. A będzie jeszcze większym. Jest naturalnie silny i dobrze zbudowany. Jak zacznie dokładać do tego wszystkiego tak bardzo potrzebny w obecnej grze rzut, to drzwi z napisem All-Star będą stać dla niego otworem.

Derrick Rose. Jak widzę D-Rose’a trafiającego rzuty zza łuku, w 2021 roku, dla trenera Thibodeau, to mój mózg zatacza pełne koło. Cofam się myślami do Mistrzostw Świata 2014 roku, kiedy każdego dnia przez dwa tygodnie miałem niezwykłą przyjemność oglądać z bliska treningi kadry USA. Po zajęciach głównych tworzyły się małe grupki, w których każdy nad czymś pracował. Anthony Davis ćwiczył grę tyłem do kosza z Monty Williamsem, swoim ówczesnym trenerem w Nowym Orleanie. Rose ćwiczył rzuty z dystansu z Thibodeau właśnie. I nie tworzę tu narracji, że siedem lat później, to teraz procentuje. Nie, nie żartujmy. Nie do tego zmierzam. Chodzi mi o to, że wtedy nie postawiłbym pieniędzy na to, że Rose doprowadzi swoją umiejętność rzucania do poziomu (więcej niż) przyzwoitego. Już wtedy, gdy wracał do zdrowia po kolejnej operacji kolana, zdawał sobie sprawę z wagi rzutu dla swojej długowieczności w NBA, ale nie wyglądało na to, że będzie w stanie tak bardzo to poprawić. Nie postawiłbym też na to, że tyle lat później, tyle kontuzji później, Rose nadal będzie grał w NBA. A jednak! Życie pisze ciekawe scenariusze. Jego 22.8 punktu, 4.3, 5 asyst, 50% z gry i 50% za trzy, to sentymentalna podróż do czasów, gdy przez moment, przez króciutki epizod, ośmielił się poprosić LeBrona o kluczyki do prowadzenia NBA. Jest to jednocześnie podróż w sfery wyobraźni, jak potoczyłaby się jego kariera, gdyby nie te wszystkie kontuzje i operacje. Wiesz, że Rose jest ledwie o rok starszy od Paula George’a, Jimmy’ego Butlera i Jamesa Hardena? Czasem wydaje się jakby dzieliło ich całe pokolenie.

Tim Hardaway Jr. W pierwszych trzech meczach serii z Clippers trafił 15 trójek z 23 prób!

Austin Rivers. Głównie za game 3, po którym Nuggets odzyskali straconą w meczu otwarcia przewagę własnego parkietu (21 punktów, 5/10 zza łuku).


* Tekst napisałem oryginalnie dla portalu Unibet.

8 comments on “Śliwki vs Robaczywki play-offs 2021 Vol.1

  1. akx

    O mamo, jakie to było dobre! Chcę jeszcze 🙂
    Jedynie tutaj, to ociupinkę okruszynkę przesadziłeś 😅–> “Śledzę tę ligę od 30 lat (…)”

    Reply
    1. Karol Śliwa Post author

      Czyżby? Zacząłem oglądać NBA w sezonie 1990-91. Jakby nie liczyć, to jest 30 lat! Najlepszego 🙂

      Reply
  2. Fenix

    Ja zacząłem dokładnie w tym samym momencie, gdy miałem 13 lat. Czemu to się nie liczy. Robiłem notatki składów drużyn że słuchu z tv. Znałem składy na pamięć. Być może nie studiowałem zaawansowanych statystyk i nie analizowałem dogłębnie taktyki, ale patrzyłem na zagrywki itp. bo sam grałem w kosza. Liczy się jak najbardziej.
    Pozdro Panie Karolu.

    Reply
    1. akx

      Mhm. Jednak jak myślę o tamtych czasach, to wydaję mi się że nie wiele pamiętam. Miałem około 8 lat i gdzieś tam rysowałem loga ówczesnych drużyn. Wszystkie. Mam je do dzisiaj. Plakaty, naklejki, karty, czapki. Wiadomo. Pozwalano mi wstawać w nocy i oglądać to co było do obejrzenia na dwójce. Pamiętam głośne i mniej głośne nazwiska. Czytałem sekcję sport i szukałem nba w popularnej codziennej gazecie. Jednak mam jakiś nie dosyt. Jakby czegoś mi brakuje. Może to kwestia internetu? Nie wiem. Tak czy siak – piona! 💪🙂

      Reply
      1. Karol Śliwa Post author

        Moi mili!
        Ja to liczę i nie uważam, żebym przesadzał. Wiem, że brzmi to przerażająco – robię coś od 30 lat, ale takie są fakty. Niestety 🙂
        Dziękuję za regularne odwiedzanie i komentowanie!

        Reply
  3. Adi

    Zazdroszczę tego stażu oglądania bardzo mocno!
    Patrzeć na ewolucje i zmiany poszczególnych sfer związanych z grą przez tyle lat to musi być ekscytująca podróż. Ja oglądam biegle od 2007, 14 lat teraz też brzmi niebywałe długo jak dla mnie czytając to teraz. Fakt jest taki, że koszykówka w ten krótki etap czasu też zmieniła się bardzo to jednak odpalając mecze z lat 90 widzę inna koszykówkę. Ale najlepsze jest to, że tez piękna !
    Super artykuł Karol !
    Czekamy na robaczywki !

    Reply
  4. Tomek

    Panie Karolu, dzięki za tekst, fajnie się go czyta pod koniec II rundy. Pozwoliłem sobie na komentarz tylko z jednego powodu – Słowenia nie jest na Bałkanach 🙂 Pozdrawiam

    Reply

Pozostaw odpowiedź akx Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany.