Śliwki vs Robaczywki V i VI tygodnia

Kolejne, trzecie w tym sezonie "Śliwki vs Robaczywki". Na
warsztat bierzemy tygodnie piaty oraz szósty a dodatkowo kawałek siódmego. Wyjazd do Toronto trochę rozbił i tak już rozbity mój rytm dobowy, stąd małe przesunięcie. Dzięki za
podsyłanie własnych
przemyśleń. To wiele dla mnie znaczy. Przypominam o kanałach dostępu do
mnie (maile, wiadomości na FB, komentarze tu i na fanpage’u). Te "ŚvsR" rozbijam na dwa tekst. Dziś tylko Śliwki, jutro tylko Robaczywki.
Zapraszam.

Kolejność, jak zawsze, dość przypadkowa.

Śliwki:

– Liga dogadała się ze Związkiem Zawodników w sprawie nowej umowy zbiorowej. Porozumienie zawarte jest na siedem lat, przy czym obie strony mogą od niego odstąpić po szóstym sezonie. To świetna wiadomość dla nas kibiców. Wprawdzie do lockoutu było jeszcze daleko, ale po co ryzykować? W świetle nowych umów ze stacjami telewizyjnymi, a co za tym idzie, pieniędzmi, jakich w NBA jeszcze nie było, obu stronom bardzo zależało by uniknąć jakiejkolwiek przerwy w pracy. W ostatnim miesiącu spotykano się na rozmowach niemal codziennie. Dobrze, że wszystko odbywało się niejako na dalszym planie, bez presji czasu, z dość ograniczonym zainteresowaniem mediów i kibiców. Nowa umowa zawiera kilka ciekawych punktów (wszystkich prawie 40), o których na pewno będziemy rozmawiać w najbliższej przyszłości.

– Klay Thompson. 60 punktów w 29 minut na parkiecie. Klay potrzebował do tego tylko 11 kozłów (!) a piłkę miał w dłoniach łącznie 90 sekund (!). 21/33 z gry, 8/14 zza łuku oraz 10/11 z linii.  Takie mecze zdarzają się raz na wiele lat. Powiedzmy to jeszcze raz – 60 punktów w 29 minut! Szkoda, że Steve Kerr nie dał mu pograć dłużej. Tego wieczoru mogło wydarzyć się coś historycznego. Coś jeszcze bardziej historycznego.

– Marreese Speights. Bardzo podoba mi się jak odnalazł się w rotacji Clippers. Wchodzi na parkiet i z miejsca zaczyna pracować. Punkty, zbiórki, zasłony, obrona. W grudniu 10 punktów, 6 zbiórek i 1 asysta na mecz. Do tego 51% z gry i 45% zza łuku. Doc Rivers od lat szukał kogoś takiego na ławkę. W Bostonie przydałby mu się jeszcze bardziej. Mo opieprzył ostatnio swoich nowych kolegów za narzekanie na pracę sędziów, czym bardzo mi zaimponował. Brawo!

– Lou Williams. Lakers jeszcze w grudniu nie wygrali, ale za taki stan winić Williamsa nie można. Jego średnie z tego miesiąca to 25.5 punktu, 3 zbiórki, 2.9 asysty oraz 1.5 przechwytu. Wszystko to w 28 minut na mecz. Lou zaliczył w tym miesiącu jeden mecz za 40 punktów, dwa za ponad 30 oraz dwa za 24. Rezerwowy marzeń chyba każdej ekipy NBA.

– Houston Rockets. My tu sobie gadamy, a tymczasem Rakiety z Houston wyrastają na ekipę w TOP5 ligi. Przyzwyczajmy się do tego. 19 wygranych na 26 rozegranych meczów oraz 9 z ostatnich 10. Jak przystało na ekipy prowadzone przez Mike’a D’Antoni’ego, Rockets są świetni w ataku, a po powrocie po kontuzji Patricka Beverley’a, także przyzwoici w obronie. Nie jacyś rewelacyjni ale całkiem nieźli. Ta sekwencja, kiedy P.B. ustał w obronie Westbrookowi, na wyjeździe w Oklahomie – podręcznikowa, imponująca praca nóg. Po czymś takim biegniesz do szatni i obkładasz nogi lodem. Harden gotuje – rzuca, podaje, zbiera. Skupiając się na jego 5.6 straty pominiesz wiele z jego gry.

– Russell Westbrook. Podsumowanie jego imponującej serii meczów z triple-double, zrobiłem parę dni temu. Więc, żeby nie powtarzać – takie serie rozpieszczają fanów i media. Ludziom zaczyna się wydawać, że to takie proste, że dany gracz odkrył jakąś tajemnicę, ma patent na wygrywanie. Nie. To nie jest proste. To nie jest jak wyjść na parkiet i powiedzieć "dziś robię triple-double."

– Orlando Magic, Frank Vogel. Pod koniec listopada, coach Vogel podjął decyzję o reorganizacji pierwszej piątki Magic. Na ławkę powędrowali Payton i Vucevic. Temu drugiemu za bardzo ta decyzja się nie podobała. Magic są 5:5 od tamtego momentu, więc z jednej strony nie był to jakiś spektakularny zwrot wydarzeń ale z drugiej, ekipa z Florydy wygląda po prostu lepiej. Już w drugim meczu tego eksperymentu, wygrali na wyjeździe ze Spurs – a to jest coś. Poza tym przegrali jednym punktem z Memphis i pięcioma z Clippers czyli teoretycznie ten bilans mógł być bardziej okazały. Zobaczymy co z tego wyjdzie.

– Memphis Grizzlies. Nowy sezon, stara śpiewka w Memphis. Ludzie padają, ludzie odchodzą, na ich miejsce wchodzą nowi, często anonimowy ludzie i wszystko się kręci. Niedźwiadki wygrywają. Jestem wielkim fanem tego stylu gry, tego podejścia. W tym zarzynaniu świni, w tym ślizganiu się na zardzewiałych sankach jest piękno. Mózgiem tego tworu są coach David Fizdale z ławki i Marc Gasol na parkiecie. Hiszpan po profesorsku rozgrywa ten sezon. Jest dla Grizzlies wszystkim i w obronie i w ataku. Świetnie się go ogląda bo w zasadzie nie popełnia błędów a jego decyzyjność jest imponująca. Fizdale, w obliczu kontuzji, musi często improwizować i naprędce montować rotacje na poszczególnego mecze. Póki co wychodzi mu to znakomicie. Wiele mówimy o twardzielach NBA ale mało mówimy o Mike’u Conley’u w tym kontekście. Po kontuzji pleców miał być poza grą sześć tygodni. Wiecie co? Wraca po trzech. A mówimy o pęknięciu jednego z kręgów. Pamiętacie, ja ze złamanymi kośćmi twarzy wrócił w trakcie serii z Warriors w 2015 roku? Grizz z 0:1 zrobili 2:1 i trochę postraszyli późniejszych mistrzów NBA.

– Knicks. Wprawdzie przegrali ostatnie dwa mecze, ale przed tym mieli sześć wygranych na siedem spotkań. Derrick Rose, po raz pierwszy od 2009 roku, nie opuścił żadnego z 20 pierwszych meczów sezonu. Teraz bolą go plecy ale ogólny trend w Nowym Jorku jest wznoszący. Takie odnoszę wrażenie.

– Zdobywa więcej punktów niż, Melo Anthony, Klay Thompson i Paul George. Zbiera więcej, niż Blake Griffin. Asystuje więcej, niż Kemba Walker. Ma więcej przechwytów, niż Kawhi Leonard. Blokuje więcej, niż DeAndre Jordan. Wiesz kto to? To Giannis Antetokounmpo. Niedawno zdmuchnął z tortu 22 świeczki a już jest tak dobry. Póki co korzysta ze swojego nie z tej ziemi ciała. Jak dorzuci do tego owoce swojej ciężkiej pracy, może się okazać, że wyjdzie nam mieszanka LeBrona z Dirkiem, co może być jednocześnie straszne i fascynujące. 22.6 punktu, 9.1 zbiórki, 5.8 asysty, 2 bloki i 2 przechwyty. Lideruje Bucks w każdej z tych kategorii. Milwaukee zaczyna się ruszać. Śmierdzi mi tu play-offami.
 
– Wesley Matthews. Gra swój najlepszy basket od czasów zerwania ścięgna Achillesa lewej nogi pod koniec sezonu 2014-15. Wesley to tytan ciężkiej pracy i już rok temu, kiedy zdążył z rehabilitacją na otwarcie sezonu, zapowiadał, że wrócił na 100%. Niestety biologii nie oszukasz. Wrócił ale ni był sobą. Nie mógł być tak agresywny jak chciał, jak potrafił w Portland. Po kolejnych wakacjach wygląda jak stary, dobry Wes ze swoich ostatnich 2-3 lat w Oregonie. W tych rozgrywkach już dziewięć razy przekraczał próg 20 punktów. Siedem razy trafiał pięć lub więcej trójek. Dobrze widzieć go znów zdrowego i głodnego gry.

– Raptors, DeRozan, Lowry. Polubiłem Toronto Raptors. Ale o tym szerzej w drugiej części mojej relacji z Toronto. Podoba mi się jak na parkiecie i poza nim współpracują DeRozan i Lowry. Wiecie, że piątka Raptors w składzie Lowry, Joseph, Ross, Patterson, Nogueira (licząc wśród piątek, które zagrały ze sobą przynajmniej 100 minut) jest najlepsza w lidze jeśli chodzi o tzw. net rating. Ogólnie drużyna z Kanady jest druga w lidze (za Warriors) w tej klasyfikacji. Oglądany z bliska, zaimponował mi Lucas Nogueira. 24-letni Brazylijczyk, w swoim trzecim sezonie w NBA, w końcu ustabilizował swoją pozycję w rotacji coacha Casey’a. Myślę, że ma papiery na to, by już niedługo stać się podstawowym centrem w NBA. W grudniu produkuje 7 punktów, 6 zbiórek, prawie 2 bloki i 1 przechwyt w niecałe 20 minut gry. Trafia 90% (!) swoich rzutów z gry.

– Larry Nance Jr. ochrzcił Brooka Lopeza.


                            

– Po cichu Spurs. Gracze z San Antonio wygrali 21 z 26 meczów tego sezonu. Dla Gregga Popovicha to szóste w trenerskiej karierze 20:5 (lub lepiej) po 25 meczach rozgrywek. W 2001-02 (20:5), w 2004-05 (20:5), w 2010-11 (22:3), 2013-14 (20:5) oraz w poprzednich rozgrywkach 2015-16 20-5. Lepszy pod tym względem był tylko Phil Jackson (8). Red Auerbach miał z Celtami też sześć tego typu starów rozgrywek.

– Po cichu Warriors. To jedno z cichszych 23:4 ostatnich lat. O Warriors nie mówi się tyle, co rok temu. A ci kroczą od wygranej do wygranej. Bardzo mi się podoba Kevin Durant, który niemal natychmiast przejął tę drużynę, tak jak w 2010 roku James przejął Heat. 25.5 punktu przy najlepszej w karierze skuteczności z gry na poziomie aż 53%. K.D. lideruje drużynie w punktach i blokach (1.7), jest drugi w zbiórkach (8.4) minimalnie za Greenem. Do tego zalicza 4.7 asysty (drugi najlepszy wynik w karierze) oraz 1.2 przechwytu. Wskaźniki zbiórek i bloków ma najlepsze w karierze. Durant mocno skupił się na obronie, o co przed sezonem poprosił go Kerr, a przy tym nic nie stracił ze swoich atutów w ataku. To jest sezon na poziomie MVP. K.D. tej nagrody zapewne nie zgarnie ale to jest kwestia tylko i wyłącznie okoliczności (gra obok dwóch lub nawet trzech graczy All-Star).  

– Od przyszłych rozgrywek, sezon będzie rozpoczynał się mnij więcej w połowie października, czyli jakieś 7-8 dni wcześniej, niż do tej pory. To zredukuje ilość meczów w back to back oraz serii czterech spotkań w ciągu pięciu wieczorów. To świetna wiadomość dla nóg zawodników. Więcej odpoczynku, mniej kontuzji, lepsze jakościowo mecze.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.