Zawodnicy, którzy zaimponowali mi w tym sezonie

Po zawodnikach, którzy mnie rozczarowali, czas na tych, którzy mi zaimponowali w tym sezonie. Od razu zaznaczam, że nie są to moi kandydaci do nagrody dla gracza, który poczynił największe postępy (MIP). Oczywiście, siłą rzeczy kilku z nich musiało się tu znaleźć ale kryteria mojej oceny były inne. Jakie? Moje bardzo subiektywne odczucie, z którym jak zawsze można się zgodzić lub nie. Przed sezonem zastanawiałem się
jak nadchodzące rozgrywki będą wyglądać, jeśli chodzi o indywidualne
dokonania graczy. Niektórzy mnie zawiedli a inni wręcz odwrotnie – swoją grą bardzo mi zaimponowali.
Zapraszam do lektury a potem do dyskusji – tu oraz/lub na moim FB.
Kolejność przypadkowa.
Oto oni:

Anthony Davis

Anthony Davis – Tu akurat kolejność jest nieprzypadkowa. Davis jest moim kandydatem do nagrody MIP. Aż miło patrzeć, jak ten chłopak rozwinął się w ledwie rok i aż strach pomyśleć jak dobry może być w przyszłości. W swoim drugim sezonie w NBA, w wieku 21 lat, w obronie jest już prawie tak dobry, jak Dwight Howard z czasów w Orlando. Ma naturalny talent do bloków, dobry timing do zbiórek. Świetnie biega i ma bardzo dobrą pracę nóg. W ataku już jest lepszy od Howarda, co jest jednocześnie straszne, intrygujące i niesamowite. Jeśli do swojego repertuaru zagrań, dorzuci więcej manewrów tyłem do kosza, to będziemy mieć do czynienia z prawdziwą bestią pola trzech sekund.
Davis skończy ten sezon na czwartym miejscu na liście PER (Player Efficiency Rating) tylko za Durantem, Jamesem i Love’m.
Jego średnie z tego sezonu to 21.1 punktu na mecz (+7.6 w porównaniu z tamtym rokiem, czternasty w lidze), 10.2 zbiórki (+2, dziesiąty w lidze), 1.6 asysty (+0.6), 1.4 przechwytu (+0.2) oraz 2.8 bloku (+1) – w tym ostatnim elemencie jest liderem NBA.
Na przyszłość życzyć mu można chyba tylko zdrowia. Widać, że chęć do pracy nad sobą już tam jest. Porównania do Garnetta i Nowitzkiego są w tym przypadku jak najbardziej na miejscu.

Al Jefferson

Al Jefferson – Gdy latem wiązał się kontraktem z Charlotte kosztem Dallas i paru innych klubów, myślałem że idzie na łatwiznę, że będzie pojawiał się w pracy żeby podbić kartę i iść do domu wydawać swoje miliony. Uśmiechałem się pod nosem, gdy mówił że pojawia się w Charlotte by zabrać Bobcats do play-offs. Okazało się, że nie żartował. Ma 35 double-doubles w tym sezonie z czego 23 na poziomie 20/10. (Dyskusyjnie) rozgrywa swój najlepszy sezon w karierze a Bobs faktycznie mają bardzo duże szanse na pierwszy od czterech lat udział w postseason. 21.6 punktu, 10.4 zbiórki, 2.1 asysty oraz 1.1 bloku. Big Al ciężko pracuje, żeby spłacić swój kontrakt. Dodać trzeba też, że są to dużo lepsze statystyki od tych, które osiągał sezon temu w Utah, w swoim "kontraktowym roku". A to akurat normą w NBA nie jest.

DeAndre Jordan

DeAndre Jordan – Nie umie rzucać i chyba mała jest szansa na to, że się nauczy. Jego repertuar zagrań tyłem do kosza prawie nie istnieje…ale to nic. Doc Rivers zredefiniował jego rolę w drużynie. Mocno go motywował i komplementował przed sezonem ale jednocześnie wysoko zawiesił mu poprzeczkę mówiąc, że oczekuje od niego rozgrywek na poziomie, który pozwoli mu konkurować o miano najlepszego obrońcy sezonu. DeAndre wziął sobie te słowa do serca i odpłacił się trenerowi najlepszym sezonem w swojej sześcioletniej karierze. 13.8 zbiórki – lider NBA, aż o 6.6 więcej niż rok temu, oczywiście najwięcej w karierze. Do tego 10.3 punktu (najwięcej w karierze), 1 przechwyt (najwięcej w karierze) oraz 2.4 bloku – drugi w NBA, najwięcej w karierze. De Andre 3000 ma na koncie 38 double-doubles, co daje mu ósme miejsce w NBA pod tym względem. Nie spodziewałem się, że Jordan będzie kimś więcej niż do tej pory był czyli atletycznym, dobrze biegającym centrem, który od czasu do czasu złapie ładnego alley oopa, dobije czyjś niecelny rzut i czasem pośle jakąś piłkę w trybuny. Myliłem się.

Shaun Livingston

Shaun Livingston – Tu akurat nie chodzi o liczby tylko o sam fakt, że ten człowiek z powodzeniem wrócił do zawodowego sportu. W sezonie 2006-07, w barwach L.A. Clippers zerwał trzy z czterech więzadeł w lewym kolanie, groziła mu nawet amputacja (boli na sam widok). Myśl o samym powrocie do pełnej mobilności wydawała się szalona. Gdybyś powiedział wtedy, że Shaun wróci do NBA, natychmiast zabraliby Cię na badanie głowy. To, że dziś może on zawodowo uprawiać koszykówkę, jest jednym z cudów współczesnej medycyny sportowej.  Do tej pory zagrał w 73 z 74 meczów Nets. Jeśli wybiegnie na parkiet jeszcze w choćby jednym spotkaniu, pobije swój rekord kariery pod względem rozegranych meczów w jednym sezonie. Moje serce raduje się za każdym razem, gdy widzę go dunkującego lub dynamicznie penetrującego pod kosz. A trzeba przynać, że Livingston miał w tych rozgrywkach już sporo highlightów, nawet w TOP10. 28 razy zdobywał 10 lub więcej punktów, ma pewne miejsce w podstawowej piątce Nets. Wykonał do tej pory 47 wsadów – niektóre z nich były naprawdę mocne i dynamiczne. To była długa droga. Witaj z powrotem Shawn! 

Monta Ellis

Monta Ellis – Średnie na poziomie 19 punktów, 5.7 asysty, 3.5 zbiórki oraz 1.8 przechwytu może nie powalają na kolana tym bardziej, że Ellis miewał dużo lepsze sezony ale jest coś, co zaimponowało mi w jego grze w tym sezonie, czego prawie nie widziałem w przeszłości. Tym czymś jest dojrzałość. Ellis jest typem gracza, któremu przez lata było bliżej do streeballa niż do poukładanej gry. Tu w Dallas pod skrzydłami Ricka Carlisle’a u boku Dirka Nowitzkiego albo grasz drużynowy basket albo zamykasz za sobą drzwi. Monta dość szybko to zrozumiał a przemiana była raczej bezbolesna. Nie jest to jeszcze pewne ale wydaje się, że Mavs zagrają w tym roku w play-offach. Jeśli tak się stanie, dla Ellisa będzie to dopiero trzeci postseason w dziewięcioletniej karierze.

Goran Dragic

Goran Dragic – Słoweniec gra swój najlepszy sezon w sześcioletniej karierze i jest jednym z kandydatów do nagrody MIP. 20.4 punktu przy 50% skuteczności z gry, 6 asyst, 3.2 zbiórki oraz 1.3 przechwytu. To byłoby coś w drużynie, która regularnie przegrywa. Ale przecież Suns do tej pory regularnie wygrywali więc tym bardziej liczby te budzą jeszcze większy szacunek i uznanie. Suns mają bilans 44:31 więc już na pewno zakończą sezon na +. Póki co są na dziewiątym miejscu Zachodu z takim sam bilansem co Mavs i Grizzlies. To czy Słońca wejdą do play-offs czy nie, nie ma żadnego znaczenia w kontekście oceny gry Dragica. Jest podstawowym obrońcą w drużynie, która skończy sezon blisko 50 wygranych. Takie rzeczy nie dzieją się przypadkiem.
 

D.J. Augustin

D.J. Augustin – Mogło się wydawać, że chłopak jest już stracony dla NBA, że niedługo zobaczymy go w Europie. Nie zobaczymy. D.J. po czterech "takich sobie" latach w Charlotte zaryzykował i przeniósł się do Indiany. Tam całkowicie stracił miejsce w rotacji, zakurzył się na końcu ławki rezerwowych by ubiegłego lata przenieść się do Toronto. W Kanadzie było jeszcze gorzej. Tylko 10 meczów, tylko 8 minut średnio na parkiecie. Raps zwolnili Augustina. Pomocną dłoń wyciągnęli do niego Bulls. Był to strzał w dziesiątkę dla obu stron. W Chicago D.J. zaczyna mecze jako zmiennik ale w szybkim czasie stał się pewnym punktem rotacji coacha Thibodeau. 14.5 punktu (najlepiej w karierze), do tego 5.1 asysty i 2 zbiórki. 40 z 55 meczów w barwach Bulls, Augustin kończył z dwucyfrową liczbą punktów. Bardzo pozytywna historia tego sezonu zarówno dla Augustina, który był jedną nogą poza NBA jak i dla Bulls, którzy bez Rose’a bardzo potrzebowali kogoś takiego.

Gerald Green

Gerald Green – Był za młody gdy trafił do ligi i za wysoko skakał. Był zbyt zarozumiały, zbyt pewny siebie. Szybko przekonał się, że tam nie chodzi tylko o dunki. NBA nie znosi takich, jak on – jaki był wtedy lata temu w Bostonie. Zapłacił za to najwyższą cenę. Tułał się po śmiesznych ligach. Jak sam mówi wiele zrozumiał i spokorniał. I to widać. Nic nie stracił ze swojego atletyzmu a dodał wiele z bardzo przyziemnego acz niezbędnego koszykarskiego rzemiosła. Gra najlepszy sezon w karierze. Gdy wychodzi na parkiet już nie walczy z samym sobą tylko z rywalami. Ewentualnie z przyciąganiem ziemskim – i tę walkę regularnie wygrywa. 15.5 punktu, 3.3 zbiórki, 1.5 asysty. Duży spokój i głowa ponad obręczą.


Dostrzeżeni:
 
Damian Lillard – Rok temu zachwycaliśmy się nim, jako debiutantem i tak też na niego patrzyliśmy. Już w swoim drugim roku Lillard gra jak stary wyjadacz. Jest prawdziwym przywódcą drużyny, która przez wiele tygodni była w czubie tabeli Zachodu. W żyłach Damiana płynie nie krew a lód. Na zimno rozprawia się z Twoimi ulubionymi drużynami. 21.1 punktu, 3.6 zbiórki oraz 5.6 asysty. Też macie wrażenie, że poprawił mu się wyskok w tym sezonie? Niektóre jego wsady z tych rozgrywek podnosiły mnie na nogi.
 
Isaiah Thomas – Wychodzi na to, że wspólne treningi z Natem Robisonem popłacają. Thomas w swoim trzecim sezonie wywindował swoją grę o kilka poziomów w górę. 20.7 punktu (+6.8 do tamtego sezonu), 6.4 asysty (+2.4), 3 zbiórki (+1) oraz 1.3 przechwytu (+0.5). Jedno z pozytywnych zaskoczeń tego sezonu.
 
Terrence Jones – Ledwie 19 meczów w tamtym sezonie i znikoma rola w rotacji. W tym pewne miejsce w wyjściowym składzie w ekipie, która mierzy w tytuł. Ponad 11 punktów, prawie 7 zbiórek, 1 asysta oraz 1.3 bloku.

Taj Gibson – Taj w końcu ustabilizował formę. W przeszłości zdarzało mu się przeplatać bardzo dobre mecze bardzo słabymi. W tym sezonie rzadko schodzi poniżej pewnego poziomu. Jest stałym punktem w rotacji. Mimo, że gra z ławki zdobywa więcej punktów (13.2) niż Joakim Noah i jest to jednocześnie jego najwyższa średnia w karierze. W obronie nadal jest wielki.

Lance Stephenson – Czasem ciężko ogląda się jego kanciastą, pachnącą ulicą koszykówkę ale trzeba mu oddać, że zrobił ogromny postęp w porównaniu z tamtym sezonem. Gdyby nie mały kryzys Indiany, dziś patrzylibyśmy na jego dokonania jeszcze bardziej łaskawym okiem. 14.1 punktu, 7.2 zbiórki, 4.6 asysty (najlepszy w Pacers). To są liczby, z których Lance powinien być dumny a my powinniśmy je docenić.

John Wall – Więcej rzuca (19.8), więcej podaje (8.7), więcej przechwytuje (1.9) i nieźle zbiera jak na rozgrywającego (4.1). Ale to tylko szczegół. John Wall stał się w tym sezonie prawdziwym liderem Wizards. Klub ze stolicy USA po raz pierwszy od 6 lat zagra w play-offach. Wall poprawił swój rzut, nawet ten za 3 punkty. Ten element gry był jego najsłabszą stroną. Krytycy zarzucali mu lenistwo, że nie rozwija się tylko bazuje na tym, co dała mu natura. Nadal brakuje mu sporo do perfekcji ale widać, że ostro pracował minionego lata.

Mason Plumlee – Po białasie z trzeciej dziesiątki draftu nie spodziewałem się wiele. Tymczasem on pokazał, że mogą być z niego ludzie. Widziałem go z bliska w Londynie. Ciężko pracował indywidualnie. Był zły na siebie po nieudanych zagraniach a dobre nim nie wzruszały. Pod nieobecność K.G. ładnie wprowadził się do pierwszej piątki Nets. Nie ocieka talentem ale ciężka praca zatrzyma go w NBA na lata. Double-double w jego wykonaniu jako standard jest bliżej, niż myślisz.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.