Fred Van Vleet: Cały czas iść do przodu, rozwijać się

Myślę, że jest to idealny moment, żeby wyjąć z szuflady mój wywiad z Fredem Van Vleetem, który zrobiłem w tamtym sezonie, a z jakichś przyczyn nigdy go nie spisałem. Jeśli śledzicie moją stronę przynajmniej od dwóch lat, to być może pamiętacie, że FVV, mówiąc delikatnie, nie zrobił na mnie wrażenia, kiedy miałem okazję oglądać go z bliska w Toronto, w jego debiutanckim sezonie.
Jednak już w swoim drugim roku w NBA poczynił niesamowity progres. Z ledwie 2.9 punktu na mecz i bardzo ograniczonej i niepewnej roli w rotacji Raptors, wskoczył na pułap 8.6 punktu, 2.4 zbiórki, 3.2 asysty oraz niecałego przechwytu w 20 minut gry. Latem 2018 roku podpisał z Raptors dwuletni kontrakt warty $18 mln. Za ten sezon jego liczby sięgnęły 11 punktów, 2.6 zbiórki, 4.8 asysty w średnio 27.5 minuty gry. 28 z 64 meczów, jakie zagrał, zaczynał jako starter.

Od czasu kiedy pierwszy raz go widziałem (i napisałem o tym), poprzez momenty kiedy zaczął zaznaczać swoją obecność w rotacji Raptors, do teraz, kiedy odgrywa kluczową rolę w kryciu Stepha i rzucaniu za trzy punkty w Finałach NBA, co kilka miesięcy dostaję pytania czy przypadkiem nie pomyliłem się w swojej surowej ocenie jego postaci.
Odpowiadam – nie, nie pomyliłem się. Czemu? Bo ja wtedy tylko napisałem to, co widziałem. A widziałem naprawdę niewiele. W lidze atletów i bezmiaru talentu, wielką zagadką stał się dla mnie gość, który na pewno atletą nie jest, a jego talent nie wylewa mu się uszami. Nie próbowałem przewidzieć, jak może wyglądać jego przyszłość w lidze. Jedną z rzeczy, która robi największe wrażenie, kiedy ma się możliwość oglądać NBA z bliska, jest to uczucie, kiedy dociera do Ciebie, jak ci ludzie są dobrzy w tym, co robią. Ten dziesiąty, jedenasty czy dwunasty gracz z ławki, na treningu trafia 8/10 rzutów za trzy punkty, kozłuje piłkę tak, jakby była ona naturalnym przedłożeniem jego dłoni. I robi to wszystko tylko po to, żeby potem cały mecz przesiedzieć na ławce, bo na jego pozycji są gracze o kilka poziomów wyżej. Tak to wygląda.
Van Vleet nie robił takiego wrażenia. Wyglądał, jak ja czy Ty. Czasem trafiał, czasem nie. Wpadały mu może dwa rzuty z dziesięciu. Gubił piłkę, nie był szybki. Tam naprawdę nie działo się nic powyżej przeciętnej. Wiec nie, nie pomyliłem się, bo nie snułem żadnych tez na przyszłośc. Opisałem tylko to, co widziałem z bliska. Miałem za to rację co do Pascala Siakama. W tej samej relacji.

Jeśli to już mamy wyjaśnione, to zapraszam do wywiadu. Fred był na tyle miły, że został specjalnie dla mnie po jednym z treningów Raptors.

Pogadajmy o ogromny skoku jakościowym w Twojej grze. Co za tym stoi? Praca wykonana latem, dieta, więcej doświadczenia?

To kombinacja każdej z tych trzech rzeczy, które właśnie wymieniłeś. Włożyłem bardzo dużo pracy w swoje wakacyjne przygotowania do sezonu. Po debiutanckich rozgrywkach, wiedziałem już z czym mam przyjść w kolejnym. Ta praca była kontynuowana podczas obozów przygotowawczych. Tak właśnie chcę być postrzegany – jako ciężko pracujący zawodnik. To dla mnie ważne. Na treningach, na siłowni, wszędzie. Zmieniona dieta też miała znaczenie. Większa świadomość tego, co potrzebuje moje ciało, by lepiej funkcjonować, by mieć więcej energii, by lepiej się regenerować. Kilka rzeczy na stałe wypadło z mojego jadłospisu. No i na koniec większe doświadczenie. Czuję więcej luzu, więcej komfortu, gdy wchodzę na parkiet. Mam zaufanie od sztabu trenerskiego, dostałem więcej minut, większą i ważniejszą rolę w rotacji. Staram się wykorzystywać maksymalnie daną mi szansę.

Twoje największe atuty w grze?

Powiedziałbym, że moje koszykarskie IQ. Wydaje mi się, że jestem dobrze myślącym, dobrze czytającym grę zawodnikiem. Dokładnie przygotowuję się do każdego spotkania, pod konkretnego rywala. Analizuję jak gra nasz kolejny przeciwnik. Staram się znaleźć luki w ich schematach.
Poza tym uważam, że jestem twardy i nieustępliwy w obronie. Lubię i potrafię podkręcić tempo. Jestem na tyle silny, żeby dostawać się pod obręcz. Mój rzut za trzy punkty też jest na poziomie na tyle dobrym, że ze mną w składzie mamy dobry spacing.

Elementy gry, na którymi musisz pracować?

Chcę być jeszcze lepszym strzelcem. Wiem też, że muszę poprawić wykańczanie akcji pod samą obręczą. Mogę się tam dostać bez problemu, ale z dobrym wykończeniem jest trochę gorzej. W NBA to zupełnie inna bajka biorąc pod uwagę z jakimi atletami trzeba zderzać się pod koszem. Potrzeba trochę czasu, żeby dojść do tego, jak wykorzystywać własne ciało, jak czytać obronę, jak brać to, co ona zostawia. Wraz z nadejściem większych minut w meczach, zwiększonej roli, muszę starać się być systematyczny w tym, co robię, nie schodzić poniżej pewnego poziomu.

Gdzie zawiesiłeś sobie poprzeczkę, jeśli chodzi o indywidualne cele?

Cały czas iść do przodu, rozwijać się, być pewnym punktem z ławki Raptors, takim żeby trenerzy mogli być spokojni powierzonych mi zadań, żeby mieć ich zaufanie. W dalszej perspektywie marzy mi się ogólny rozwój w każdym aspekcie mojej gry, żeby pewnego dnia z gracza z ławki stać się starterem. Żeby być ważną częścią naszego wspólnego celu, czyli mistrzostwa.

I tak sobie na koniec myślę, że to może być niezła motywacja dla młodych koszykarzy – mierzcie wysoko i ciężko pracujcie. NBA może być bliżej, niż myślicie. Jeśli Fred Van Vleet (180 cm w butach) człowiek, który w pierwszym roku w lidze zmagał się z nadwagą, nie imponował ani atletyzmem ani rzutem, w NBA się utrzymał, to coś znaczy. Mało tego, że się utrzymał. Po przełomowym roku podpisał kontrakt za $18 mln, a teraz jest ważnym ogniwem rotacji grającej o mistrzowski tytuł. Świetna historia! Świetna motywacja! Ciężka praca, poświęcenie, oddanie! Nie każdy może mieć talent jak Steph, nie każdy może mieć ciało jak LeBron, ale każdy może ciężko pracować, żeby pomóc swoim marzeniom!

1 comment on “Fred Van Vleet: Cały czas iść do przodu, rozwijać się

  1. Iluzjonista

    Hej Karol, mam pytanie odnośnie kibiców NBA. Czy tam, podobnie jak w Polsce, istnieje instytucja klubów kibica? Czy to kibice prowadzą doping na hali czy raczej DJ? I czy grupy kibiców jeżdżą (czy też raczej – latają) w zorganizowany sposób na mecze wyjazdowe? Zdaje sobie sprawę, że możesz nie wiedzieć jak wygląda to w każdym klubie, ale Toronto na pewno znasz już od podszewki 🙂 Pozdrawiam

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.