Norman Powell: Kawhi wprowadził spokój i doświadczenie do drużyny

Norman Powell znalazł dla mnie chwilę.

Opowiedz o swojej drodze w NBA, o rozwoju Twojej gry. Przyszedłeś do ligi jako atleta, przebojowy dunker. Teraz jesteś także ceniony za rzuty za trzy punkty, podania, defensywę.

Tak właśnie chciałem, żeby wyglądał mój rozwój, jako gracza NBA. To jest proces, który cały czas trwa. Zawsze za punkt honoru stawiam sobie to, że cały czas podnoszę poprzeczkę w swojej grze. Nigdy nie chciałem zostać zaszufladkowany jako jednowymiarowy zawodnik, który jest w stanie dać tylko jedną, określoną rzecz na boisku. Lubię myśleć o sobie, że jestem w stanie robić wiele rzeczy w grze. Myślę, że jestem w stanie jeszcze bardziej rozwinąć się we wszystkich aspektach koszykówki. Przykładam wagę do rzeczy, które uważane są za moje słabości. Chcę, żeby z czasem stały się moimi atutami. Zwracam szczególną uwagę na to, jak przeciwnicy mnie bronią, na co mi pozwalają. Zapamiętuję te rzeczy i mocno pracuję nad nimi każdego lata. I tak z sezonu na sezon, stale dokładam coś do moich umiejętności.

Ale jednocześnie, nadal skaczesz tak wysoko, jak na początku kariery.

(Śmiech) Tak! Ojciec Czas, prędzej czy później, wygra z każdym z nas. Ale zanim to nastąpi, mam jeszcze zamiar trochę poskakać, porobić rzeczy, z których jestem znany.

Co by się nie działo na boisku, Kawhi raczej nie uzewnętrznia swoich emocji. Jak to jest z nim prywatnie, w szatni, kiedy jest tylko z kolegami z drużyny?

Każdego dnia widzę jego emocje. Na boisku też. Może trudno to zauważyć, bo nie krzyczy i nie gestykuluje jak Russell Westbrook, ale widzę w nim pasję i ogień. Jak się jest w jego otoczeniu, to to widać. Widać, że czerpie wiele radości z tych play-offów, z tego jak nam idzie. On po prostu taki jest, że nie wylewa się ze swoimi emocjami i uczuciami. Doskonale to rozumiem, bo jak pojawiłem się w NBA, to dostałem przydomek “Pan Poważny”. On tak podchodzi do swojej pracy. Jest zawsze maksymalnie skupiony.

Chyba można powiedzieć, że jest stworzony do takiej roli, do takich wielkich momentów w play-offach.

O tak. Jest jednym z niewielu graczy w lidze, którzy chcą takich chwil, chcą takiej ważnej i odpowiedzialnej roli. On tego nie unika, bierze pełną odpowiedzialność za drużynę, gdy drużyna go potrzebuje. To się nie bierze z niczego. On ciężko pracuje nad swoją grą. Stąd bierze się jego spokój i pewność siebie. Ma świadomość ile włożył pracy w swoje rzemiosło. On chce być liderem, taka jest jego mentalność. Jest na to gotowy i fizycznie i psychicznie.

Dla Was, zawodników którzy są w Toronto jakiś czas, ten run w tegorocznych play-offach, to na pewno coś wyjątkowego po latach niepowodzeń. A jak to jest u zwykłych pracowników klubu. Jak oni to odbierają? Wiesz, mam na myśli osoby, których nie oglądamy w telewizji, które pracują w Raptors.

Oni też to przeżywają, też żyją tymi play-offami. Kevin DiPietro, nasz człowiek od logistyki i naszych podróży. Paul Elliott, nasz człowiek od sprzętu. Rozmawiamy codziennie o tym, jaka to świetna przygoda. Po tylu latach w klubie, oni widzieli wszystko. Oni też opowiadają jak oni to czują, dzielą się swoimi przemyśleniami. Pamiętam, jak rozmawialiśmy w moim debiutanckim sezonie, jak mówili, że przynajmniej raz w życiu chcieliby poczuć smak Finałów NBA z Raptors. Bardzo się cieszę, że wspólnie możemy przeżywać te chwile. Miło jest patrzeć, jak właśnie tacy ludzie, którzy spędzili w tym klubie wiele lat, teraz mogą czerpać radość z tych Finałów.

Jak w sferze przygotowań do meczu wyglądają u Ciebie Finały NBA? Czy robisz coś inaczej, niż podczas meczów sezonu regularnego? Zainteresowanie mediów jest przecież nieporównywalnie większe.

Dla mnie osobiście, wygląda to tak, że staram się podchodzić do Finałów tak samo, jak do innych meczów. Staram się nie podniecać za bardzo tym, co wyszło nam dobrze. Nie dołować się, gdy coś nie idzie. Wychodzę na parkiet i daję z siebie wszystko. Idę na trening i daje z siebie wszystko. Jak te dwie rzeczy mam zabezpieczone, mogę żyć z rezultatem tej pracy. Nie myślę o tej całej otoczce, o tym, co mówią i piszą o nas media. Myślę, że na wagę złota jest posiadanie w drużynie kogoś takiego, jak Kawhi. Jego mentalność, jego podejście do gry pozwala nam wszystkim się uspokoić, wyciszyć. Kiedy przeciwnicy zaliczają swój run przeciwko nam, on nas uspokaja, przypomina, żeby grać swoje, grać twardo i o nic więcej się nie martwić.

W meczu pierwszym jego doświadczenie z Finałów bardzo się przydało, prawda?

Tak, bardzo. Nie przestawał przypominać nam, żeby robić swoje, grać spokojnie, ale agresywnie, żeby nieustannie atakować obronę Warriors. Zwracał naszą uwagę na pewne ustawienia w defensywie. Marc i Kyle też byli w tym świetni. Kiedy tylko zaczęły pojawiać się jakieś kłopoty ich głos był bardzo ważny.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.