Giannis na aucie

Giannis Antetokounmpo minął swojego obrońcę, po czym ewidentnie przekroczył końcową linię boiska. Biały but gracza Bucks idealnie kontrastował z czarną linią i niebieską częścią parkietu, która nie należała do placu gry.

Sędziowie tłumaczyli po meczu trenerowi Billy’emu Donovanovi i jego graczom, że to zagranie nie mogło zostać oficjalnie przepuszczone przez video review, ponieważ w jego czasie żaden z sędziów nie użył gwizdka.

“Żebyśmy mogli oceniać takie sytuacje z odtworzenia, wcześniej musi być gwizdek z pozycji parkietu. W tej sytuacji nie było gwizdka, więc nie mogliśmy oficjalnie obejrzeć tego zagrania.” – powiedział Derek Stafford, jeden z sędziów tego meczu. 

Gdyby Giannis Antetokounmpo był faulowany w czasie tej ostatniej akcji meczu z OKC, wtedy sędziowie mieliby prawo do video review. Wtedy też mogliby anulować punkty (oraz faul) w związku z przekroczeniem linii. Bez gwizdka z parkietu nie mieli prawa do powtórki.

Co ja o tym sądzę?

Mówię to od lat, powtórzę po raz kolejny.  Dla mnie problem leży nie w samym systemie i całej koncepcji video review i Centrum Powtórek w New Jersey, a jedynie w kilku jej punktach i interpretacjach. Myślę, że system może działać dużo lepiej i jeszcze sprawniej, ale potrzebuje kilku usprawnień. Bo chyba wszyscy zgodzimy się, że w 2017 roku możliwość korzystania z technologii i oglądania wybranych powtórek na przestrzeni meczu jest jedynie pytaniem o formę a nie o sens istnienia czegoś takiego.     

Naturalnie wiele nieprawidłowości jest też po stronie sędziów, ale rozmawiamy w kontekście tego konkretnego przypadku.

Wraz z pojawianiem się kolejnych zapisów o możliwości i zakresie oglądania powtórek, mam wrażenie, że sędziowie zdjęli z siebie z czasem część odpowiedzialności z pozycji parkietu i częściej chodzą do monitorów, nawet w sytuacjach dość klarownych. Dodatkowo, w mojej ocenie, jest zbyt dużo sytuacji, które z automatu muszą zostać obejrzane (np. faule niesportowe). Jeśli czasem oglądacie stare mecze, to pewnie tak jak ja łapiecie się na tym, że przy mocnych faulach szykujecie się na chwilę przerwy dla sędziów w związku z video review. Po chwili, gdy sędziowie z pozycji parkietu odgwizdują flagrant foule, bez żadnych powtórek, dociera do Was, że oglądacie NBA sprzed ery monitorów. Myślicie sobie, że dzisiejsi sędziowie NBA to mięczaki? Może i tak, ale nie wiem czy wiecie, że ocena tego czy faul był zwykły czy niesportowy od sezonu 2012-13 musi być obligatoryjnie sprawdzona na monitorze, przed podjęciem ostatecznej decyzji. W latach 2007-2012 sędziowie podchodzili do monitora tylko wtedy, gdy nie byli pewni czy faul jest flagrantem pierwszego czy drugiego stopnia (FII jest odpowiednikiem dyskwalifikacji). 

Moim zdaniem kategoryczne zastrzeżenie, że w takich sytuacjach trzeba sięgnąć po po monitor, nie jest potrzebne. W (zbyt) wielu sytuacjach wystarczy trochę więcej skupienia, doświadczenia, czucia i decyzyjności oraz zaufania do sędziów z boiska przez ustawodawcę. Po monitor kazałbym sięgać tylko w sytuacjach mocno niejasnych. I przede wszystkim dałbym sędziom wolną rękę w tej sprawie.

Centrum powtórek w żaden sposób nie odnosi się do flopów, które są problemem dzisiejszej koszykówki. FIBA karze faulami technicznymi. Zawsze coś. NBA ma swoją komórkę, która po meczach nakłada na floperów kary finansowe. Kary finansowe dla milionerów. Kary po fakcie. To nie jest coś, co w jakiś sposób stopuje tę falę. 

Przykładów czego mi brakuje, a czego jest za dużo przy okazji oficjalnych powtórek jest więcej.

Wracając do akcji z meczu Thunder-Bucks. Ewidentnie brakuje sędziom możliwości a raczej prawa do obejrzenia tego typu sytuacji, bez konieczności wcześniejszego użycia gwizdka. Giannisowi wyraźnie skończyło się boisko. Powtórki to pokazują. Gdyby sędziowie mieli prawo obejrzeć to zagranie, to z tego prawa by skorzystali. Oceniliby, że Antetokounmpo przekroczył linię końcową. Może danie trenerom prawa do jednego challenge’u w meczu nie byłoby głupim pomysłem?  

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.