Mądrość Pata Riley’a

Czy mówiłem Wam, że od lat uwielbiam Pata Riley’a? Mówiłem. Teraz tylko powtarzam. Pat to jest gość. Imponuje mi jego charyzma. To jest cecha, której nie da się wyuczyć, podpatrzeć, zaliczyć na uniwersytecie. Albo się to ma albo nie. Pat to ma.
I oczywiście to przemówienie (poniżej) kończące sezon Heat jest jednocześnie ziarenkiem, które Riley zasiewa w głowach swojej Wielkiej Trójki. Rzecz jasna w celu zatrzymania ich na Florydzie.

Cztery lata temu mógł im błysnąć tytułami przed nosem, dziś mają swoje. Musi więc zrobić coś, co pozwoli im myśleć a raczej mieć przekonanie, że Miami to jest właśnie to miejsce, które da im największe szanse na sięgnięcie po kolejne.
Riley świetnie zna historię NBA, w końcu sam jest w niej ponad 40 lat. Jest inteligentny i wie jak mówić, jak motywować, jak trafić na podatny grunt.

Lakers za jego czasów zdobyli 5 tytułów w 12 lat. Co znaczy, że 7 razy przegrywali.
Celtics w latach 80′ w ciągu 12 lat zdobyli 3 mistrzostwa, znaczy że 9 razy przegrywali.
Tak samo było z Bulls Jordana i Pippena, tak samo Lakers Shaq’a i Kobe’ego. Identycznie Spurs Duncana i Robinsona a potem Duncana, Parkera i Ginobiliego. Lata zwycięstw przeplatane były latami porażek.

Pat jest świetnym psychologiem. To są trudne rzeczy – mówi. Przegrywanie jest taką samą częścią tego biznesu jak wygrywanie – dodaje.
Nie odkrywa Ameryki ale słusznie zwraca na te rzeczy uwagę.
Bo dla dzisiejszych gwiazd te rzeczy tak oczywiste nie są. Po porażkach pojawia się niecierpliwość, frustracje, szukanie winnych.

Obrażeni na świat, znużeni graniem z tymi, którzy w ich oczach nie potrafili docenić ich nieocenionego wkładu w grę drużyny, nie potrafili im pomóc, odchodzą gdzie indziej. Często odbywa się to po żenującym spektaklu w mediach.

To mi najbardziej przeszkadza w dzisiejszej NBA w porównaniu z latami 90′. Dzisiejszym gwiazdom NBA często brak charakteru, ich całe liderowanie i bycie najlepszymi jest jakieś takie bezpłciowe. Niby gra stała się bardziej atletyczna ale z drugiej strony atmosfera obchodzenia się z gwiazdami jak z jajkiem irytuje stare pokolenie kibiców a także byłych graczy i obserwatorów. Wszystko to zakrzywia perspektywę patrzenia na największych tej gry. Zbudowani, silni, wygadani, medialni a z drugiej strony zbyt zarozumiali, zbyt słabi psychicznie, zbyt niecierpliwi by spróbować podjąć walkę. Czy 5-7 lat gry w jednym miejscu gdy przychodzi się do ligi w wielu 20 lat, to już wyczerpanie wszystkich możliwych opcji? Śmiem twierdzić, że nie.

Po części na takie a nie inne postrzeganie gwiazd dziś ma na pewno wpływ internetu i praktycznie nieograniczonego, dwudziestoczterogodzinnego dostępu do informacji.
Nie ulega wątpliwości, że gdyby w czasach Jordana, Pippena, Barkley’a, Malone’a, Stocktona i wielu innych gwiazd tamtej epoki, istniał Twitter, Facebook, Instagram i inne portale społecznościowe, to legendy niektórych gwiazd mogłyby zostać spłycone i mocno nadszarpnięte.

Ale nie o to chodzi. Gwiazdy NBA od zawsze przyciągały piękne i niegrzeczne kobiety, lubiły zabawić się na bogato, zostawić w kasynach trochę gotówki, powozić się drogimi samochodami i porobić różne inne rzeczy, które ze sportowym trybem życia nie mają nic wspólnego, które na pewno nie idą w parze z budowaniem pozytywnego wizerunku. W ogóle nie o to chodzi.
Chodzi o to, że tamte gwiazdy uwielbiały ze sobą rywalizować. Magic chciał bić się z Birdem, Ewing z Olajuwonem, Malone z Barkley’em, Jordan ze wszystkimi.
Dla nich nie miało sensu łączenie sił w barwach jednej ekipy. Na pewno nie okresie pełnej potencji fizycznej.
Miller nie chciał przyjść do Nowego Jorku a Ewing nie chciał przyjść do Indiany. Każdy z nich chciał zrobić to na swoich śmiechach, dla swoich kolegów i kibiców. Żadnemu z nich i wielu innym się nie udało. Ale cóż z tego? I tak są mistrzami. Mistrzami bez pierścienia.

Howard w Orlando miałby dozgonny szacunek miasta i całej ligi nawet gdyby 15 lat bezskutecznie próbował dać organizacji tytuł.
To samo Melo i Denver i tak dalej i tak dalej.
Nie ma nic złego w zmienianiu barw klubowych. Odnieść można jednak wrażenie, że te gwiazdy za szybko się zniechęcają.

Tak, masz rację Pat, to nie są łatwe rzeczy…

http://a.espncdn.com/photo/2010/1217/nba_g_riley_sy_576.jpg

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.