Na temat kontrowersji Game 5 Thunder-Clippers

Los Angeles Clippers zdobywają mistrzostwo NBA. Adam Silver wygłasza mowę, którą od lat zwykł wygłaszać David Stern. Potem bierze w dłonie puchar Larry’ego O’Briena i wręcza go…Donaldowi Sterlingowi. Brrrr – Adam budzi się w środku nocy, przeciera spocone czoło, wkłada okulary, spogląda na zegarek. Ufff to tylko zły sen.

Myślisz, że liga chce "przepchnąć" Thunder przez Clippers, żeby uniknąć tego niezręcznego scenariusza? Myślisz, że wygrane drużyny kojarzonej z rasistą są teraz lidze nie na rękę? Myślisz, że liga chce żeby na razie o Clippers się nie mówiło za dużo by dać sobie czas do załatwienia problemu przez wakacje?

Jeśli tak myślisz to… hmmm, możesz mieć rację. Możesz ale nie musisz.
Jest jednak kilka nawet solidnych powodów, dla których ta teoria – nie bójmy się nazwać jej spiskową – może być prawdziwa.

Wokół organizacji Los Angeles Clippers roztacza się od jakiegoś czasu smród.
Tylko ktoś dziecinnie naiwny mógł przypuszczać, że dożywotni zakaz wstępu do NBA nałożony na Sterlinga przez Silvera załatwi sprawę. Nie załatwił. Póki co.
Najpierw podchody pod sprytne załatwienie sprawy próbowała robić Shelly Sterling, żona pana Sterlinga. Początkowo grzecznie – pojawiała się na meczach, mówiła że odcina się od światopoglądu i słów męża, że sama rasistką nie jest. Potem delikatnie wyraziła nadzieję, że jako żona ma prawo do przejęcia obowiązków i funkcji męża, że ma prawo przejąć klub.
Potem było trochę ostrzej. Shelly i jej obóz poddali w wątpliwość jeden z zapisów w konstytucji NBA, mówiący o tym, że głosami 3/4 właścicieli klubów, jej mąż może zostać przymusowo usunięty z ligi i zmuszony do sprzedaży klubu.
Shelly i jej prawnicy (słusznie) zauważyli, że w zasadzie nie ma czegoś takiego jak "30 właścicieli drużyn NBA", że nie jest to trzydziestu mężczyzn, którzy są całkowicie suwerenni. Tylko kilka klubów ma jednego właściciela, który w pełni decyduje o losach swojej organizacji, do którego należy 100% (lub coś koło tego) udziałów w klubie.
Obóz pani Sterling zapytał więc głośno jak w takiej sytuacji wiążące może być jakiekolwiek głosowanie. Skoro wielu właścicieli reprezentuje jakieś grupy inwestorów. Czy oni także mieliby prawo głosu? Jak miałoby to wyglądać w kwestii formalnej?
NBA nie chce wdawać się w tego typu pojedynki na kruczki, precedensy i inne meandry prawa.
Jest to sprawa, którą Sterling(owie) mogą wnieść do sądu. I mogą wcale nie być na straconej pozycji. Rzecz w tym, że kancelarie prawnicze z jasnych przyczyn nie palą się, żeby bronić przed wymiarem sprawiedliwości interesów pary rasistów w sporze z ligą NBA, która przecież też ma po swojej stronie sztab prawników w ciemię nie bitych.

Dodatkowo Związek Zawodników NBA dał jasno do zrozumienia, że nie chce widzieć w przyszłym sezonie w biurze Clippers nikogo o nazwisku Sterling. Wielu z graczy zagroziło, że nie zagra w przyszłym sezonie, jeśli liga nie zadziała skutecznie. Jednym z tych, którzy to powiedzieli był sam LeBron James. Nawiasem mówiąc uważam, że przesadzają i niepotrzebnie straszą ale to temat drugorzędny w tym momencie.

Całą sprawę "spiął klamrą" sam Donald Sterling, który po wielu dniach ciszy w końcu przemówił i… powiedział, że nie jest rasistą i prosi przebaczenie. W innym wątku atakuje Magica Johnsona. Kabaret na kółkach, który nie jest lidze potrzebny.

Jeśli więc gdzieś z tyłu głowy myślisz sobie, że liga może chcieć w tym sezonie włożyć Clippers do lodówki i zająć się nimi po Finałach, to tak, możesz mieć rację i masz solidne podstawy by tak uważać.

Ale jeśli tak jest, to podopieczni Doca Riversa mocno w tym wszystkim pomagają. Przynajmniej w ostatnim meczu…

Minionej nocy Chris Paul i koledzy grali w Oklahomie mecz numer 5. Na 3:54min. przed jego końcem prowadzili z Thunder 101:88. Na 44 sekundy przed końcem prowadzili 104:97. Ale to nie wszystko. Słuchaj tego. Na mniej niż 17 sekund przed końcem Chris Paul był w posiadaniu piłki a goście z L.A. prowadzili 104:102. Zamiast czekać na faul lub zrobić coś innego, spokojnego, CP3 postanowił… no właśnie. Co? Próba długiego podania? Próba wymuszenia faulu przy niby rzucie za trzy punkty. Nie wiem. Ale najlepszego rozgrywającego NBA wypada tylko zapytać – po co Chris? Piłkę przechwycił Westbrook. I wtedy się zaczęły się kontrowersje.

11.3 sek do końca. Reggie Jackson penetruje, Matt Barnes broni. Sędziowie nie odgwizdują faulu, nie są też pewni co do posiadania.
Oglądają zapis video. Widzą prawdopodobnie to samo, co my. A skoro tak, to widzą, że Barnes chyba fauluje Jacksona. Nie jest to jednoznaczny faul, tak samo jak nie jest jednoznacznie widoczne kto ostatni dotykał piłki. Gdybym miał wydać ostateczny osąd to powiedziałbym – faul Barnesa, ostatni piłki dotykał Jackson.
 
Zafrasowani arbitrzy utrzymali w mocy wstępną decyzję sprzed "video review". Czyli piłka dla Thunder.

Przypominam – oglądanie video dotyczy tylko czterech rzeczy:
– Posiadania.
– Rzut za 2/za 3.
– Rzut w czasie.
– Faul niesportowy (flagrant foul i clear path foul).

Powtórka video nie dotyczy zwykłych fauli. Sędziowie czują, że mogli skrzywdzić gospodarzy nie gwiżdżąc faulu Barnesa. Nie są też na 100% pewni co do posiadania. Przyznają więc piłkę Thunder utrzymując tym samym w mocy decyzję "from the floor".
Zatem Oklahoma wprowadza piłkę. Cztery sekundy później Westbrook odpala coś, co normalnie nazwalibyśmy idiotyczną trójką. Strasznie pudłuje ale nagle rozlega się gwizdek któregoś z sędziów.
Faul CP3? Ja go tam nie dostrzegam. I to kolejna kontrowersja. Być może był tam kontakt z łokciem. Video tego nie pokazuje.
Russ trafia wszystkie trzy rzuty.
 
Clippers mają więc 6.4 sek. na odrobienie jednego punktu straty.
CP3 rusza, penetruje, traci piłkę. Kolejna kontrowersja choć tym razem mniejsza – powtórki pokazują, że Jackson nieczysto próbuje wybić piłkę z rąk Paula. Gwizdki milczą. Ale zazwyczaj milczą w takich sytuacjach. Koniec meczu. Thunder wygrywają 105:104. Prowadzą w serii 3:2 i mogą ją zamknąć w następnym starciu.

Doc Rivers powiedział po meczu, że jego drużyna została okradziona z wygranej bo to posiadanie z sytuacji z Barnesem powinno należeć do Clippers.
Rivers to mądry człowiek. Chwilę później mówi o błędach swojej drużyny.
 
Nigdy nie oddawaj swojego losu w czyjeś ręce. Jeśli doprowadzasz do sytuacji, w której o zwycięstwie decyduje jedno posiadanie, jeden rzut, to winić możesz tylko i wyłącznie siebie. Tak, we wszystkich tych sytuacjach z końcówki Clippers mogli być skrzywdzeni ale czy i tak nie mieli Thunder na widelcu? Czy sami nie ukręcili na siebie bicza?
Pomijając już to 13-punktowe prowadzenie na 4 minuty przed końcem meczu.
Chris Paul zaliczył kluczową stratę, która pchnęła pierwszy klocek domina.
Dwie straty CP3 i faul przy rzucie za trzy punkty. Wszystko to w ciągu ostatnich 13 sekund meczu.
Co byśmy mówili i pisali gdyby taką sekwencję zaliczył Russell Westbrook? A no właśnie..  

Szukałem na YT powycinanych filmików z najważniejszymi momentami ostatnich fragmentów meczu i znalazłem coś lepszego – pełną analizę końcówki.


 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.