No co ty DeAndre?

Cztery dni temu DeAndre Jordan dogadał się z Dallas Mavericks w sprawie czteroletniego kontraktu o wartości ponad $80mln. Wszystkie porozumienia kontraktowe po 1 lipca są wstępnie umowami słownymi. Niezwykle rzadko podpisuje się coś w rodzaju zobowiązania do złożenia podpisu pod uzgodnioną umową. Prawdziwe podpisy pod prawdziwymi, papierowymi umowami będą składane od 9 lipca.
Mijały dni a DeAndre zaczął mieć wątpliwości. Zaczął dawać do zrozumienia ludziom ze swojego najbliższego (oraz dalszego) otoczenia, że nie jest pewny czy dobrze zrobił. Wieści te trafiły też do ludzi z Clippers. Ci postanowili działać.
Samolot z bardzo silnym składem na pokładzie (Steve Ballmer, Blake Griffin, Chris Paul, Paul Pierce i J.J. Redick) już wylądował lub za chwilę wyląduje w Houston, gdzie w tym momencie przebywa Jordan.
Chandler Parsons spieszy na ratunek. Również drogą powietrzną.
Mam nadzieję, że wszyscy spotkają się w tym samym czasie w domu DeAndre i mam nadzieję, że ktoś będzie to wszystko nagrywał. Mam też nadzieję, że ktoś obszernie o tym później napisze a motyw wykorzysta na przykład Foot Locker do nakręcenia jednej ze swoich pokręconych reklam.

Od kiedy śledzę NBA, takich sytuacji było raczej mało ale trzeba też pamiętać, że internet coraz bardziej wdziera się do naszego życia i zaczynamy dowiadywać się o rzeczach, o których bez jego pomocy nie byli byśmy w stanie się dowiedzieć. To, że kiedyś się o czymś nie mówiło, nie pisało, nie znaczy, że temat nie istniał. Po prostu nie istniały (lub były bardzo słabo rozwinięte) platformy przekazu i upubliczniania informacji.

Sprawy, które pamiętam na szybko:

– 2013 ci sami Mavs i Kidd. Zdawało się, że Kidd zostanie a ten odszedł do Knicks.

– W 2009 roku Hedo Turkoglu uzgodnił warunki kontraktu z Portland. Rozmyślił się potem i związał ostatecznie z Raptos

– Suns i McDyess

 
Bez względu na wynik tej bitwy bardzo był chciał, żeby Adam Silver pozwolił nam obejrzeć mecz Clippers-Mavs w kolejce otwarcia nowego sezonu lub w Boże Narodzenie.
Twitter dał się ponieść. Wspomniany Parsons wrzucił emotikonę samolotu. Paul Pierce podjął desperacką próbę wrzucenia rakiety. Internet nie wybacza błędów. Pierce nie umie wrzucać emotikon. Albo w emocjach zapomniał jak to się robi bo zamiast emotikony wrzucił zwykły obrazek.
Warriors wrzucili emotikonę pucharu.
Cavs filiżankę herbaty i żabę co zapewne należy odczytywać tak:

http://media.giphy.com/media/k9XrZaAJuQyMU/giphy.gif 
I póki co to oni
są wygranymi tej wirtualnej bitwy na emotikony.
Orlando Magic mogą mieć teraz żal do świata, że kiedy Shaq odchodził do Lakers, Twitter jeszcze nie istniał.

Niech teraz silne poselstwo z Portland jedzie urabiać LaMarcusa Aldridge’a. Niech Mitch Kupchak gdzieś jeszcze poleci i komuś namiesza w głowie. Chcę to zobaczyć.
Swoją drogą to ta sytuacja mi przypomniała, że od lat intryguje mnie czynnik ludzki tego mechanizmu. Co dzieję się od 1 do 9 lipca gdy niektórzy już zadeklarują chęć zmiany klubu związania z kimś nowym umową? Co dzieję się w ich głowach, w ich domach, w ich najbliższym otoczeniu?
Pewnie nie pamiętacie ale w 2011 roku DeAndre Jordan jako zastrzeżony wolny agent przyjął ofertę Golden State Warriors (4 lata, $43mln). Clippers rzecz jasna ją wyrównali.

Taki oto temat na poziomie piaskownicy oderwał mnie od Wiedźmina. Trzymam rękę na pulsie i wracam do Velen. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.