Pogadaliśmy: Wolna agentura 2016. CZ.2

Kontynuujemy w niezmienionym składzie nasze rozważania na temat zbliżających się wakacji. Tym razem na warsztat bierzemy m.in. odwieczny problem przepłacania/niedopłacania zawodników.

1. Dla którego z wolnych agentów
zmiana klubu byłaby najkorzystniejsza? Dla którego pozostanie w
dotychczasowym klubie to najlepsze możliwe rozwiązanie.


Tomasz Kostrzewa (Blog Mercy Mercy Jerome Kersey):

Mój typ w pierwszej z wymienionych
kategorii to Kevin Durant. Myślę, że obok Westbrooka już bardziej
skrzydeł nie rozwinie, a chciałbym zobaczyć na co stać u szczytu
kariery tak niesamowitego zawodnika. Najlepiej na pozostaniu w
dotychczasowej drużynie wyjdzie zaś DeMar DeRozan. Myślę, że
gdzie indziej straci status gwiazdy, który daje mu obecnie Kanada.
Idealnie pomiędzy tymi grupami mam Harrisona Barnesa, który gdzie
indziej mógłby wreszcie pokazać co potrafi, ale pewnie najlepsza
dla jego kariery byłoby pozostanie w mistrzowskim składzie
Warriors…

Tomasz Biaduń (Kopalnia Inspiracji, twórca i prowadzący oficjalny kanał YouTube Startu Lublin): 

To dla mnie prosty wybór: Al Horford
nie ma już w Atlancie czego szukać. Hawks w tej formie i składzie
osobowym osiągnęli szczyt sezon temu. Mimo kolejnego dobrego
regular, kolejnych play-offs, kadra wymaga przewietrzenia. Zresztą
Atlanta chyba nie bardzo wierzy, ba, nie bardzo chce zatrzymać
Horforda, skoro rozmawia z 76ers o wymianie Noel-Teague. Nowy klub
dla Ala to najlepsze rozwiązanie dla niego samego, jak i klubu.
Jeszcze do niedawna wydawało się, że podobnie będzie z DeMarem
DeRozanem. Jednak po wyjątkowych play-offs, tak dla niego jak i
Raptors, pozostanie DeRozana w Kanadzie wydaje się dużo pewniejsze,
choć nie wiem czy to najlepsza opcja dla DD. W mojej skromnej opinii
Raptors wyżej d**y już nie podskoczą, a przyszłoroczny finał
konferencji mogą brać już teraz z pocałowaniem ręki. W zupełnie
innej sytuacji jest wspomniany wcześniej Durant w OKC, który nie
znajdzie lepszego miejsca niż właśnie Thunder. Pewniakiem wydaje
się być też podpisanie nowego kontraktu w Heat przez Wade’a.
Reszta to zagadka, na czele z Joakimem Noah, Joe Johnsonem, Alem
Jeffersonem, Royem Hibbertem i Rajonem Rondo, wymieniając tylko te
najważniejsze nazwiska. Ah, no i Mike Conley. Konia z rzędem temu,
kto dzisiaj dobrze wytypuje, gdzie ten gość wyląduje.

 

Robert El Gendy (TVP): DeMar DeRozan powinien już być
spakowany. Dalsza gra w Toronto nie ma sensu jeżeli ma kiedyś
założyć mistrzowski pierścień. Widzę go na przykład w Wizards,
bo przede wszystkim życzę Gortatowi tytułu. Bradley Beal w tym
sezonie będzie wolny więc mogliby się wymienić. Kto z kolei
powinien zostać w swoim klubie i dlaczego, to opisałem w poprzednim
akapicie o panu noszącym koszulkę z nr Jordana.


 

Michał Górny (Magazyn MVP): Każdy gracz Philly, heh. A tak
poważnie chciałoby się rzec Dwight Howard, bo wydaje mi się, że
w innym otoczeniu stać go na pewnego rodzaju nowe otwarcie. Może
bez dominacji całej ligi ale na solidne 10 zbiórek na mecz. Co do
pozostałych nazwisk – wiele zależy od innych ruchów
transferowych. Z tych, którzy powinni zostać to topowym nazwiskiem
dla mnie jest Kevin Durant, który z dobrze skonstruowanym dealem
może jeszcze raz spróbować napsuć krwi Warriors, jednocześnie
myśląc o ewentualnym transferze do Wizards po sezonie 16/17 czy w
połowie 17/18.

Michał Kajzerek (Magazyn MVP): Zwięźle i na temat – Hassan Whiteside
powinien zostać w Miami nawet jeśli będzie się to wiązało z
gażą poniżej maxa. Prosty powód – jest doskonale dopasowany do
space-and-pace Erika Spoelstry. Heat dają mu możliwość
uwolnienia swojego talentu i w obronie i w ataku. Po prostu pasuje
tam z czysto koszykarskiej strony. Nie jestem fanem uciekania z
drużyn, które poświęciły wiele byś się rozwinął, ale Mike
Conley nigdy nie będzie graczem, jakim może być, jeżeli
pozostanie w Memphis. Miodem na moje serce byłyby przenosiny tego
zawodnika do San Antonio, gdzie mógłby systematycznie przejmować
pałeczkę od Tony’ego Parkera.

Karol Śliwa: Chciałbym zobaczyć jak Mike Conley prowadzi drużynę lepszą niż jego dotychczasowi Grizzlies. Scenariuszem rozbudzającym wyobraźnię byłoby jego przejście do San Antonio. Podobno Spurs chcą na niego zapolować, tak jak rok temu zapolowali na Aldridge’a. Nowe rozdanie mogło by być odświeżające dla jego kariery. Odświeżyć swoją karierę powinien też Al Horford. W Atlancie bez zmian – dobry sezon, druga runda, wakacje. Jeśli Al marzy o czymś więcej, powinien odejść. Pau Gasol. Chciałbym zobaczyć go w klubie z realnymi szansami na tytuł. 

Zostać w swoich dotychczasowych klubach powinni: Evan Turner – odbudował się w Bostonie. Jego rola jest dobrze nakreślona przez coacha Stevensa. Po co zaczynać wszystko od zera? Andre Drummond. Stan Van Gundy dopiero się rozkręca. Dre nigdzie nie będzie miał lepiej (za pieniądze jakie dostanie w Pistons). Hassan Whiteside – daj szansę klubowi, który Tobie dał szansę.




 

2. Kto tego lata zostanie najbardziej
przepłaconym wolnym agentem? Kto może dostać kontrakt poniżej
rynkowej wartości?


Tomek K.: Pierwsza pytanie jest dość trudne, bo
tego lata większość koszykarzy będzie przepłacona wobec
aktualnie obowiązujących standardów. Największym pewniakiem jest
jednak Bismack Biyombo, bo przepłacanie rezerwowych podkoszowców po
przebłysku formy w trakcie meczów playoff, to motyw równie
powszechny w tej lidze co pomarańczowe spaldingi. Poniżej rynkowej
wartości będą pewnie opłaceni tradycyjnie Dwyane Wade i Dirk
Nowitzki, ale myślę, że najbardziej zaniżony będzie kontrakt Pau
Gasola, który – według mnie – poszuka w przyszłym sezonie szansy
na dołączenie do drużyny o mistrzowskim potencjale w zamian za
obniżkę pensji.

Tomek B.:  Odpowiedź na pierwsze pytanie: Festus
Ezeli i Bismack Biyombo. Odpowiedź na drugie pytanie: Timofey
Mozgov. Biyombo w seriach z Heat i Cavs wytworzył wokół siebie
nieziemski hype, podbił swoją wartość znacznie powyżej realnych
umiejętności. Prawda jest taka, że Biyombo jest świetnym obrońcą,
poprawnym rebounderem i graczem słabiutkim, żeby nie powiedzieć
beznadziejnym, w ataku. Jednak w obliczu wzrastającego salary nikogo
nie powinien zdziwić kontrakt pokroju 60/3, co jednocześnie nie
oznacza nie przepłacenia Bismacka. Bo dawanie komuś ok. 20 baniek
za jednowymiarowy efekt na boisku to „dużo za dużo”. Podobnie
będzie w przypadku Ezeliego, który w PO ledwo co wącha parkiet,
ale nie przeszkodzi to przynajmniej kilku drużynom zaoferować mu
grube pieniądze. Co innego w przypadku Mozgova, którego wartość
cały czas spada. Ale Rosjanin to idealny kandydat do pierwszej
piątki dla przynajmniej kilku drużyn w lidze. Cena za niego nie
powinna być wygórowana. Myślę, że zatrzyma się w okolicach 10
mln za sezon, co przy wspomnianym znacznie zwiększonym salary będzie
ofertą niemal promocyjną.

Robert:  Przepłacony może być np. Harrison
Barnes, jeżeli nie zostanie w Oakland. W GSW odgrywa drugoplanową
rolę, ale za oceanem mówi się, że mógłby zostać gwiazdą w
innych drużynach. Jeżeli w to uwierzy, będzie negocjował
podwyżkę. Teraz zarobił za sezon $3,873,398 – pewnie kilka
klubów chętnie przebije tę sumkę. Sądzę jednak, że Barnes po
prostu świetnie pasuje do układanki trenera Kerra, który stworzył
koszykarza solidnego i nic poza tym.

Michał G.: Jeśli Lakers znowu uwierzą swojej
gwieździe na pozycji numer „pięć” to prawdopodobnie w TOP5
najbardziej przepłaconych graczy będzie Roy Hibbert. A kwota salary
w 16/17 będzie na pewno zapewniała większe wydatki na kontrakty.
Oczywiście o ile Lakers będą chcieli skorzystać z usług blisko
30-letniego centra. Ale to tylko jeden przykład i w kolejce tuż za
nim stoi Eric Gordon, który znowu oszuka wszystkich i zagarnie
kilkanaście milionów za sezon. Natomiast w grupie tych
niedopłaconych mam Hassana Whiteside’a, którego nawet za 15-17
mln rocznie (!) może w tym i kolejnych sezonach może być kolejnym
dobry dealem. Oczywiście o ile Hassan będzie dalej się rozwijał i
grał na tym samym poziomie intensywności. Drugim graczem jest
Dwight Howard (wiem to nie UFA), który dostanie na pewno mniej
pieniędzy niż w schodzącej umowie a jeśli ta kwota nieśmiało
przekroczy 12-14 mln rocznie (oczywiście o ile zdecyduje się nie
wykorzystać z opcji na sezon 16/17) będzie można mówić o okazji.

 

Michał K.: Z całym szacunkiem do pracy jaką w
Toronto wykonał Bismack Biyombo – obawiam się, że to on będzie
najbardziej przepłaconym graczem off-season. Ciągle jest graczem
jednowymiarowym, z namiastką dobrej gry w pick-and-rollu. Obawiam
się jednak tego, że Biyombo, który do play-offów podchodził
bardzo świeży, w sezonie zasadniczym może mieć problem z
utrzymaniem regularności, gdy pojawi się zmęczenie wynikające z
większych minut i większej odpowiedzialności. Nie wiem czy tak
będzie, ale jest takie prawdopodobieństwo, więc byłbym ostrożny
przy zadłużaniu się na parę lat w przypadku Kongijczyka.
Natomiast graczem, który może dostać kontrakt poniżej swojej
rynkowej wartości jest Harrison Barnes. W rotacji Warriors ma pewne
zadania do wykonania, niestety nie dostaje zbyt wiele przestrzeni na
faktyczne rozwinięcie swojej gry. Odnoszę wrażenie, że
opuszczenie przez niego Oakland po tym sezonie byłoby najlepszym
rozwiązaniem dla kariery, ale wiadomo – trudno będzie mu się
rozstać z tak konkurencyjnym środowiskiem.


Karol: Gdyby np. Joe Koncak i Jim McIlvaine śledzili mój blog, to z pewnością pod tym wpisem daliby lajka. Jak to mówią "centymetrów nie wytrenujesz". Podkoszowi od wielu, wielu lat w tej lidze mają łatwiej podpisać tłusty kontrakt. Niewiele im trzeba, żeby błysnąć i znaleźć uznanie w oczach menadżerów. Jak niewiele? 20 przyzwoitych meczów w play-offach może wystarczyć. Tak, mówię o wspominanym już przez chłopaków Bismacku Biyombo. Ma za sobą pięć lat w NBA. Cały czas jest surowy w ataku. Wszystko dobre, co robi na boisku, zawdzięcza swojej sile (wiem o niej z pierwszej ręki), zwinności i skoczności. Chyba jeszcze nie jest tak dobry, jak dobre były jego niektóre mecze w tych play-offach. Na 100% znajdzie się ktoś, kto bardzo mocno będzie go chciał do siebie ściągnąć. Przepłacony może być też Harrison Barnes. Rok temu odrzucił ofertę Warriors (4 lata, $60 mln). Jest zastrzeżonym wolnym agentem więc kluby, które będą chciały go mieć u siebie, będą musiałby zaoferować mu coś, czego Warriors nie będą mogli/chcieli wyrównać. Pytanie czy H.B. może być wart wielkich pieniędzy, jest pytaniem na osobny tekst.

Po drugiej stronie może znaleźć się…hmm dobre pytanie. W wolnej agenturze zazwyczaj jest tak, że to największe nazwiska są iskrą dla kolejnych wydarzeń. Potem zaczynają tasować się zawodnicy mniejszego kalibru. Jednym, na fali koniunktury, udaje się wskoczyć do pędzącego pociągu, inni zostają na stacji. Umowy niższe, niż ich wartość rynkowa (zarówno ta sportowa jak i marketingowa) podpiszą Dwyane Wade, Dirk Nowitzki, Pau Gasol być może Mike Conley (jeśli flirt ze Spurs jest prawdziwy i wystarczająco silny).  

http://nothinbutnets.com/files/2016/05/jim_mcIlvaine.jpg

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.