San Antonio Spurs mistrzami NBA!

San Antonio Spurs schodząc pokonani rok temu, po łamiącym serca siódmym meczu Finałów, zrobili coś, co w dzisiejszym zawodowym sporcie nie jest często spotykane. Nie rozbili wiekowego trzonu zespołu, nie podjęli drastycznych decyzji odnośnie reszty składu. Zaufali sobie nawzajem, zaufali swojemu systemowi, swojemu trenerowi i postanowili dać sobie kolejną szansę na walkę o mistrzostwo. Czuli, że wszystko co poszło źle w czerwcu 2013 roku jest w nich samych, że jeśli zagrają tak jak potrafią, będą w stanie to zrobić. Mieli rację. Po rekordowym sezonie regularnym, w którym wygrali 62 mecze, zameldowali się w postseason jako jeden z głównych faworytów do tytułu. Z każdą serią grali coraz lepiej, żeby dopiero w Wielkim Finale przeciwko wielkim Miami Heat, wrzucić ostatni bieg i zaprezentować koszykarskiemu światu drużynowy basket w najlepszym wydaniu.

San Antonio Spurs pokonali Miami Heat 104:87 w piątym meczu Finałów i sięgnęli po mistrzowski tytuł. Pierwszy od siedmiu lat, piąty w ostatnim piętnastoleciu. MVP serii został niespełna 23-letni Kawhi Leonard.   

Heat zaczęli mecz mocno skoncentrowani. Wcześniej Chris Bosh za pośrednictwem mediów zagwarantował wygraną Heat w tym starciu a James retorycznie pytał dlaczego Heat, mają nie być pierwszą drużyną, która będzie w stanie w Finałach wyjść z 1:3. Po czterech minutach gry wyglądało na to, że skrzydłowy Miami może mieć szansę spełnić obietnicę a filozofowanie LBJ’a może stać się ciałem. Goście z Florydy prowadzili już 16. punktami (22:6). Ostatecznie pierwsza kwarta skończyła się wynikiem 29:22. Dla Spurs było to najgorsze rozpoczęcie meczu w całej serii. Heat zatrzymali ich na 28.6% skuteczności z gry.
LeBron James po 1/4 meczu miał już 17 punktów (5/7 z gry), 6 zbiórek, asystę i 2 bloki.

Po pierwszej kwarcie, mieszkający w Teksasie meksykańscy emigranci zeszli z parkietu, oddali koszulki Spurs prawdziwym zawodnikom Spurs…i się zaczęło.

Ale nawet prawdziwym graczom Popovicha nie było łatwo. To była zupełnie inna drużyna Heat, prawdopodobnie taka, jakiej nie widzieliśmy do tej pory w tej serii.
 
Gospodarze wyszli na pierwsze prowadzenie w tym meczu dopiero na 4.49 min przed końcem pierwszej połowy, po trójce Leonarda (37:35).

Ławka Spurs wygrała pierwszą połowę z ławką Heat 22:2! Bandzie przewodził Manu Ginobili, który w zaledwie 11 minut gry zdobył 14 punktów. Spurs, mniej więcej w połowie drugiej kwarty zaczęli run, który w cztery minuty zapewnił im 15 punktów. Heat w tym czasie zdobyli tylko 2.
Osiem z tych punktów rzucił Argentyńczyk.
Momentami ten mecz należał do niego. Manu, swoją dobrą grę zaakcentował niesamowitym dunkiem w kontrze. Dunkiem, który przywołał stare dobre czasy. Czasy, kiedy nazywano go argentyńskim Jordanem.

Spurs ostatecznie wygrali drugą kwartę 25:11. Wszystko to z Tony’m Parkerem, który w pierwszej połowie ani razu nie znalazł  drogi do kosza (0/7).
Meksykańscy emigranci z pierwszej ćwiartki spokojnie przyglądali się temu wszystkiemu zajadając burito i uśmiechając się pod krzaczastym acz dobrze przystrzyżonym wąsem. Mieli powody do zadowolenia…
 
Pop postanowił zostawić Manu w startowej piątce na rozpoczęcie III kwarty.
Po zmianie stron przez ponad trzy minuty żadna z drużyn nie potrafiła zdobyć punktów. Szło mozolnie choć oglądało się to całkiem przyjemnie. Na początek tylko z linii punktowali Spurs. Heat wpisali się do protokołu minutę później.
W połowie tej części gry było 9:2 dla San Antonio a wynik na tablicy świetlnej brzmiał 56:42.
Niewiele ponad minutę później było już 65:44. To była eksplozja, lawina, knockdown. Nazwij to jak chcesz. Dla mnie to był wykład z koszykówki drużynowej.

Wystarczyły jednak dwa z rzędu kosze, żeby Gregg Popovich poprosił o czas. Od ostatnich Finałów przeżył pewnie więcej bezsennych nocy niż w całym swoim dotychczasowym życiu. Mało kto mówi o tym głośno ale odważni przebąkują, że to m.in. jego błędy na coachingu pozbawiły Spurs tytułu. Być może. Zależy jak kto patrzy na Game 6 tamtych Finałów.

W tej serii, w tym roku błędów nie było.
Trzecia kwarta też należała do Spurs (30:18). Obowiązki iskry z ławki przejął Patty Mills. Australijczyk zdobył aż 14 ze swoich 17 punków w tej części gry.

77:58 przed ostatnią kwartą. Wpisałem w edytorze tekstu "Spurs mistrzami NBA". Tak, jak w tamtym roku na mniej niż minutę przed końcem szóstego meczu. Tyle, że wtedy Ray Allen wyczurchał mnie za ucho kazał tytuł poprawić. Nic dwa razy…

Na 9.05min przed końcem meczu Spurs wymusili na Heat błąd 5 sekund przy wyprowadzeniu piłki. Drugi w tej serii, drugi jaki widziałem w życiu, gdy kibicuję NBA. Spurs prowadzili w tym momencie 83:65 a mimo to zdecydowali się wziąć Heat "na całym". To był symboliczny moment. Oni po prostu chcieli tego mistrzostwa bardziej.

W końcu włączył się do gry Parker. 14 z jego 16 punktów padło w ostatnich 9 minutach meczu.
14 punktów Manu w drugiej kwarcie, 14 punktów Millsa w trzeciej oraz 14 punktów Tony’ego w ostatniej. Żywy dowód na zespołowość Spurs.
 
LeBron po mocnym rozpoczęciu meczu, zaginął gdzieś w dalszej jego części. Ostatecznie w ostatnim spotkaniu tego sezonu zaliczył 31 punktów, 10 zbiórek, 5 asyst i 2 bloki. Bardzo "płaski" występ zaliczyli Wade i Bosh zdobywcy łącznie 24 punktów. Heat i Pat Riley będą musieli odpowiedzieć sobie na wiele ważnych i trudnych pytań tego lata ale to nie czas i miejsce, żeby poruszać ten temat.

Dziś jest święto koszykówki, na którym Spurs kolejny raz pozwolili nam być.

Ten mecz ta seria pełna była odniesień do przeszłości i symboliki na wielu różnych płaszczyznach.
Słaby, nie do końca zdrowy Manu był jedną z przyczyn porażki Spurs rok temu. Wystarczył jeden celny rzut osobisty z jego strony lub ze strony Leonarda by (najprawdopodobniej) wygrać szósty mecz i zdobyć tytuł.

W tym roku mieliśmy okazje oglądać Manu #Vino, który ma po dzisiejszym meczu prawo czuć się w pełni odkupionym. Dobry sezon regularny, bardzo dobre play-offy, świetne Finały. Dziś 19 punktów, 4 zbiórki, 4 asysty oraz największe +/- (21).

Kawhi Leonard, najmłodszy MVP Finałów od czasów… Tima Duncana w 1999 roku.
Tak jak wtedy David Robinson wskoczył na plecy 23-letniego drugoroczniaka, który dał mu upragniony tytuł, tak teraz 38-letni Duncan wskoczył na szerokie plecy niespełna 23-letniego Leonarda, który zaprowadził go do koszykarskiej ziemi obiecanej.
Występ na poziomie 22 punktów, 10 zbiórek, 2 asyst, 1 bloku, 1 przechwytu był kropką na i w drodze po MVP Finałów dla siebie i mistrzowski tytuł dla drużyny.

Nawet Tiago Splitter miał swoje małe odkupienie. Rok temu jego rola została zmarginalizowana w Finałach a najlepszym zobrazowaniem jego niemocy w starciu z Heat był wtedy blok LeBrona na nim z drugiego meczu serii. Tamta akcja była jedną z wizytówek Finałó 2013.
Tiago czekał na to cały rok…


To były niesamowite Finały. Takiego ruchu piłki w jednej konkretnej serii chyba nie widziałem w historii swojego kibicowania. Podania, dodatkowe podanie, dodatkowe podania do dodatkowych podań. Były chwile w ataku Spurs, gdy piłka krążyła po boisku nigdy nie dotykając parkietu. Poezja koszykówki.

Spurs przez cały długi rok nosili w sobie tę sportową złość i frustrację. Nie mówili o tym, nie dawali poznać po sobie w sezonie. Dopiero w Finałach eksplodowali. Każdy z wygranych meczów Spurs kończył się różnicą przynajmniej +15 punktów.
Ta historia zasługuje na pełnometrażowy dokument. 



Fakty:
– Tim Duncan został drugim w historii koszykarzem, który zdobył mistrzostwo NBA w trzech różnych dekadach (1999, 2003,2005, 2007 oraz 2014).
Tym do tej pory jedynym był John Salley (Pistons 1989 i1990, Bulls 1996 oraz Lakers 2000).

– Spurs wygrywali swoje mecze w tych Finałach średnio czternastoma punktami. To największa różnica w historii. Poprzedni rekord wynosił 12.6 punktu, ustanowili go Celtics przeciwko Lakers w roku 1965.

– Spurs zdobywali średnio 118.5 punktu na 100 posiadań w tych Finałach. Od czasów wprowadzenia rzutów za trzy punkty (1979-80), nikt nie był tak skuteczny. W 1989 roku Pistons w serii z Lakers zdobywali 116.9 punktu na 100 posiadań.
 
– Rezerwowi Spurs wręcz zniszczyli swoich odpowiedników po stronie Heat. Drużyna z San Antonio otrzymywała średnio 35.3 punktu w serii od swoich zmienników. Trafiali oni 49.5% swoich rzutów. Z nimi na parkiecie Spurs byli łącznie +91.
U zmienników Miami wyglądało to tak: 21.3 punktu, 40.5% skuteczności, +/- na poziomie… -81!

– Z 18 drużyn, które po porażce w siódmym meczu Finałów w jednym roku, było 12 które potrafiły awansować do Finałów rok później. Pięć z nich sięgało potem po mistrzostwo. Ostatnią drużyną, która zrobiła to przed tegorocznymi Spurs, byli Detroit Pistons. W 1988 roku przegrali 7 mecz Finałów z Lakers a rok później pokonali ich 4:0.

Tony Parker był najlepszym strzelcem Spurs w tych play-offach (17.5). Jest to pierwszy przypadek od wprowadzenia zegara odmierzającego czas na akcję
(1954-55), kiedy lider punktowy mistrzowskiej ekipy ma tak niską
średnią. Trzy najniższe do tej pory średnie w historii to: Isiah Thomas z Detroit w
1989 roku (18.2),
Dolph Schayes z Syracuse w 1955 roku (19) oraz Tom Heinsohn z Bostonu w 1961 roku (19.7).

– Tylko pięciu trenerów w historii NBA zdobywał 5 lub więcej tytułów. Phil Jackson (11), Red Auerbach (9) oraz Pat Riley, John Kundla i (od dziś) Gregg Popovich po 5.

– Kawhi Leonard został drugim najmłodszym MVP Finałów. Wyróżnienie przyznaje się od sezonu 1968-69. Młodszym zdobywcą tej prestiżowej nagrody był tylko Magic Johnson (2x).

– Leonard jest też szóstym MVP Finałów, który nie grał w Meczu Gwiazd danego sezonu. Pozostała piątka to Chauncey Billups (2004), Joe Dumars (1989), Cedric Maxwell (1981), Wes Unseld (1978) oraz Willis Reed (1973).

– Na przestrzeni wszystkich meczów finałowych, Spurs trafiali 52.8% swoich rzutów z gry. W erze zegara odmierzającego czas na akcję (1954-55) nikt w Finałach nie był tak skuteczny. Poprzedni rekord należał do Chicago Bulls z 1991 roku i był o…0.1% gorszy. 
 

https://fbcdn-sphotos-e-a.akamaihd.net/hphotos-ak-xfa1/t1.0-9/10414518_10152564745896385_4075576096180652444_n.jpg  

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.