#Spain2014. Dzień Drugi

Kolejny dzień, kolejne trzy mecze, kolejne spostrzeżenia, rozmowy, obserwacje, zjedzone posiłki, przebyte kilometry.

Drogę z mojego Moon Hostel BIO do Bizkaia Arena znam już tak, jakbym mieszkał tu 10 lat. Wyszedłem koło jedenastej. Kilka myśli później byłem już na miejscu.
Bez stania w kolejce, bo formalności załatwiłem już wczoraj, udałem się prosto na swoje stanowisko. "Cześć" z tymi, których już znam z widzenia lub krótkiej rozmowy i do roboty…

O 12.30 Dominikana starła się Nową Zelandią. Wygrali ci pierwsi 76:63 a Francisco Garcia tylko potwierdził moje wczorajsze słowa, że gdyby we wczesnej młodości zabrał swoje talenty do Europy, to dziś byłby żywą legendą Euroligi. 29 punktów, 6 zbiórek, 2 asysty, 2 bloki i 1 przechwyt + coś czego statystyki nie mogły odnotować – absolutne zero reakcji na zaprezentowaną przez Nowozelandczyków Hakę (czyli słynny i charakterystyczny taniec wojenny) tuż obok ławki Dominikany. To było na swój sposób nawet zabawne.
Mecz mógł się podobać myślę. Jeśli ktoś nie nastawiał się na nie wiadomo co, to rozczarowany raczej być nie powinien. Dostaliśmy sporą dawkę poprawnego basketu. W sam raz na środek dnia i początek zmagań.

W drugim meczu Finlandia pragnęła ze wszystkich sił zmazać z naszych pamięci smutny obraz ze starcia z Amerykanami. Udało im się w 100%. Byliśmy świadkami tworzącej się na naszych oczach historii. Finowie pokonali Ukraińców 81:76. Z racji tego, że występują na imprezie tej rangi pierwszy raz była to dla nich pierwsza, historyczna wygrana w MŚ.
Byliśmy też świadkami meczu stojącego na niezłym poziomie. Finowie wrócili do swojej firmowej gry czyli twardo w obronie i drużynowo w ataku a Ukraińcy… odpowiadali tym samym bo to też charakteryzuje ekipy prowadzone przez Mike’a Fratello. Ten mecz też mógł się podobać. To był kawał prawilnego basketu czystej wody. Bez cwaniakowania i wygłupów.
Atmosfera meczu była niesamowita, wręcz kosmiczna. Raczej nie podniecam się byle czym ale to mnie poniosło.

Bonus ujemny:

– Pisałem wczoraj o tym, że przez dziwne regulacje musimy robić kilometry. Jest usprawnienie. W czasie wydawania posiłków można wracać tą samą drogą. Minus jest taki, że o innych porach dalej trzeba opuścić budynek by wrócić na swoje stanowisko. Zamiast minuty idzie się 10. FIBA cares o naszą kondycję.

– Nie mam porównania więc nie wiem czy to FIBA czy Hiszpania ale wyczuwam dużo amatorstwa. Za bardzo przyzwyczaiłem się do standardów NBA. Po każdym meczu jest konferencja prasowa w specjalnym pokoju. Tyle, że czasem nikt się tam nie pojawia bo rozmowy wcześniej odbywają się w "strefie mieszanej". Ale na to nie ma reguły. Możesz iść na konferencję i pocałować klamkę albo możesz jak ten głupi stać w strefie a konferencja odbędzie się w najlepsze.
W NBA jest rozkład na cały dzień, co do minuty, nie ma amatorstwa i niespodzianek. Po meczu USA-Turcja poszła informacja, że coach K i Kenneth Faried będą dostępni w strefie. Czekamy. Wychodzą. Ale zamiast do nas, idą do pokoju konferencyjnego. Pytam gościa ze słuchawką w uchu (ci są najważniejsi), gdzie oni idą przecież mieli być tu. Dowiaduję się, że idą na konferencję prasową. Aha…

– Mam wrażenie, że ochroniarze i ich pomocnicy starają się prowadzić z nami walkę. Zewsząd wyganiają, nie pozwalają robić zdjęć. Niby nie są niemili ale bardzo uciążliwi.

– Nie rozumiem jakim trzeba być wieśniakiem, żeby wygwizdywać lub buczeć w czasie grania hymnu narodowego rywala. Kibice z Turcji są w tym liderami. Poza tym nie rozumieją co znaczy "Kiss Cam."
Jeśli jesteśmy przy Turkach to właśnie wychodziłem z kolacji jak na mojej drodze pojawiło się koło stu kibiców idących zwartą grupą na mecz z USA. Przez chwilę miałem wrażenie, że następuje islamizacja obiektu, i że za moment będą chcieli uciąć mi głowę. Na wszelki wypadek przyspieszyłem kroku…

Ale minusy nie mogą przysłonić nam plusów…

Bonus dodatni:

– Śmieszne jest to, że co chwilę spotykam kogoś znajomego. Mam na myśli kibiców z Finlandii. A to sędzia, a to trener albo zawodnik albo po prostu ktoś, kogo znam. Nie jest to w sumie aż tak trudne do pojęcia. Mały (liczebnie) kraj. Środowisko koszykarskie jeszcze mniejsze.

Na poniższym filmie dowód na inwazję Finów na Bilbao. Pod koniec spotykam przypadkowo znajomego sędziego.     
 

  

– Chciał się zamienić na kolana. Daj w zamian wyskok mówię. Odpuścił…   

Już przed wyjazdem miałem wymyślony ten opis zdjęcia. Byłem dziwnie spokojny, że okazja na pstryknięcie się znajdzie.

Jerry Colangelo, dyrektor kadry USA znalazł chwilę, żeby ze mną pogadać. Oto co mi powiedział:
* O wysokich graczach w kadrze: "Naszą siłą są zawodnicy obwodowi ale chcieliśmy dać sobie szansę wystawienia wysokiego składu, jeśli tylko będziemy chcieli. Niektórzy mówią, że w ten sposób szykujemy się na Hiszpanię i odpowiadamy na ich wysokich ale przecież to działa w dwie strony. Oni patrzą też na nas.
Zawsze uważałem, że atletyzm, szybkość i dobry rzut są w stanie wygrać ze wzrostem. To się potwierdza. Dobrze dla nas, że jednocześnie mamy komfort grania wysokimi, kiedy tylko będzie taka potrzeba."

* O najtrudniejszych rywalach: "Szanujemy wszystkich naszych przeciwników. Najlepszy przykład z wczoraj – Finlandia. Jak wiesz, wysoko z nimi wygraliśmy. A zobacz co zrobili dziś. Wyszli odmienieni i wygrali. W meczach przeciwko nam mechanizm może zadziałać na dwa sposoby – rywale mogą być zestresowani i zagrać poniżej możliwości ale z drugiej strony mogą zagrać o poziom wyżej przy maksymalnym skupieniu. My musimy być gotowi na to, że nasi rywale będą grać przeciwko nam swój najlepszy basket. Z tego powodu nie lekceważmy nikogo i dobrze przygotowujemy się do konkretnych starć."

* O powodach rezygnacji Kevina Duranta z gry w kadrze: "Mogę powtórzyć ci tylko tyle, co on sam mi powiedział czyli fizyczne i psychiczne wyczerpanie. Czy negocjacje z Under Armour miały na to wpływ? W jakimś stopniu na pewno.
Byłem oczywiście rozczarowany jego decyzją. Uwielbiam go jako gracza, on jest częścią naszego programu od ładnych paru lat. Szanuję jednak decyzje naszych zawodników, którzy z jakichś powodów nie mogą być z nami.

* O zmianach w taktyce po odejściu K.D., który miał być pierwszą opcją USA: "No wiesz, bez dwóch zdań to miał być nasz go-to guy w ataku. Trochę musieliśmy nanieść zmian. Więcej operować piłką, grać bardziej drużynowo.

* O Hardenie jako liderze: "James jeszcze na razie nie rzuca tak, jak potrafi. Ale to przyjdzie, przyjdzie jeszcze na tym turnieju. Wierzymy, że może być liderem tej grupy. Jak zacznie trafiać, będzie ciężki do powstrzymania. Kilka zagrywek pod K.D. rozpisaliśmy teraz pod Hardena. Nie są one jednak w 100% identyczne."

– Chwilę czasu miał też dla mnie Teemu Rannikko. Oto, co powiedział po historycznym meczu z Ukrainą:



"Bodaj w 2007 roku awansowaliśmy z dywizji B. Pamiętam, kiedy musieliśmy bić się z takimi krajami jak Islandia czy Luksemburg a na nasze mecze przychodziła garstka fanów. A zobacz co się dzieje teraz. Rok temu na Mistrzostwach Europy na Słowenię pojechało koło 3000 naszych fanów. Podobało im się. Opowiadali o tym swoim znajomym, ludzie nabrali chęci, żeby nas oglądać. Wydaje mi się a przynajmniej mam taką nadzieje, że gramy basket miły
dla oka, który fani koszykówki potrafią docenić. Nie tylko
fani naszej kadry ale ogólnie koneserzy dobrego grania w koszykówkę. W obronie
staramy się grac twardo i nieustępliwie, często ryzykujemy. W ataku
zawsze szukamy najlepiej ustawionego zawodnika."

* O historycznej wygranej: "Kiedyś po latach będziemy się z tego
cieszyć, że to my w tym składzie przeszliśmy do historii. Dziś nic
to nie znaczy, nie daje nam to awansu. Mamy przed sobą trzy mecze, każdy
z nich będziemy chcieli wygrać i awansować dalej.

* O porażce z USA: "Nie było smutku w szatni. Było odwrotnie. Śmialiśmy się sami z siebie, jak fatalny pod każdym względem zagraliśmy mecz. Nie było jednak
grobowej atmosfery bo byliśmy pewni ze drugiego takiego meczu nie zagramy."



Nie dałem się zmylić i w końcu trafiłem na konferencję prasową z coachem K i Kennethem Fariedem.
Zapytałem Krzyżewskiego o jego zdanie na temat sędziowania FIBA bo w czasie meczu widziałem go kilka razy złego/zakłopotanego pewnymi gwizdkami.

Coach K, jak to on, dyplomatycznie odpowiedział, że nie ma zastrzeżeń odnośnie sędziowania. Czasem tylko drużyna nie jest pewna niektórych interpretacji i prosi o wyjaśnienie. On jest przyzwyczajony do uczelnianego sędziowania, jego gracze oczywiście do standardów NBA. Wszyscy starają się zrozumieć filozofię sędziowania pod szyldem FIBA.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.