#Spain2014. Dzień Dwunasty

Kolejny wolny dzień w barcelońskiej części drabinki ale mimo to, tradycyjnie pełen emocji, wrażeń i przygód.

Po pierwsze grano w Madrycie i jak już zapewne wiecie, nie będzie Finału marzeń wielu kibiców. Francja zrobiła to. "Trójkolorowi" pokonali gospodarzy 65:52 i to oni zagrają w półfinale z Serbią (która zdeklasowała parę godzin wcześniej Brazylię 84:56).

Oba mecze oglądałem z pozycji kibica w towarzystwie kolegi. Było sympatycznie.
W szoku nie jestem, nie traktuję też tego wyniku jako sensację – niespodziankę? Tak.

Nie jest mi też smutno. Jakoś hiszpański basket nie przypadał mi do gustu. Nie kwestionuję poziomu talentu tej drużyny ale niestety nie mogą liczyć na moją sympatię ani szacunek te gwiazdy, które regularnie uciekają się w swojej grze do flopów.
Tylko tyle. Nie lubię i nie rozumiem dlaczego dobrzy koszykarze to robią. Nie rozumiem jak mogą potem patrzeć na samych siebie w TV. Dla mnie jest to zwykłe oszukiwanie. Rubio, Navarro, Fernandez i też Gasolowie niestety robią to regularnie.

Ale zanim odbyły się wieczorne mecze w Madrycie, był też cały dzień w Barcelonie.

Nie mogło zabraknąć mnie na treningu Amerykanów.

W porównaniu z tym, co widziałem i nagrałem dwa dni temu raczej nie było nowości i zmian. Chodzi mi o sam trening bo oczywiście z mojej strony ekscytacja z możliwości przebywania wśród gwiazd NBA, niezmiennie na bardzo wysokim poziomie.

Monty Williams i kilku wysokich ćwiczyli biegi wzdłuż linii bocznej parkietu. Curry i Thompson byli w swoim żywiole czyli rzucali, rzucali i rzucali – z wielu pozycji, na wiele sposobów.

Derrick Rose i coach Thibodeau też ostro ćwiczyli rzuty.
Monty Williams po przebieżkach wziął się za pracę z Anthony’m Davisem.

James Harden ciągle szuka swojego rzutu za trzy punkty. Aż dziwnie było patrzeć jak jego kolejne próby mijały się z koszem. Niektóre nawet bardzo. Brodacz był zły na siebie i nie mógł uwierzyć, że tak mu nie siedzi. Ja też nie mogłem. Z półdystansu jest OK ale trójka (przecież bliżej niż w NBA) nadal nie siedzi.

Andre Drummond wyraźnie jest bez formy ale sprawia wrażenie człowieka, któremu zależy na tym by to zmienić.

Reszta czyli Gay, Plumlee, Cousins, Irving, Faried i DeRozan trenowała różne elementy gry (rzuty, kozłowanie, biegi itp.).

Tak samo jak dwa dni temu, tak i teraz Amerykanie byli skupieni na tym, co robili i wyraźnie widać było, że zależy im na odbyciu solidnego treningu. Znów, ku naszej uciesze 15 minut przeciągnęło się do prawie godziny.

Po zajęciach była okazja do złapania jakiegoś zawodnika lub trenera w "strefie mieszanej" na rozmowę.
Nadal nie rozumiem dlaczego amerykański PRowiec, facet z wąsem, koło sześćdziesiątki, nie pozwala nam rozmawiać z zawodnikami bezpośrednio przy parkiecie – oczywiście gdy już skończą ćwiczyć. Da się to robić, gdy go nie ma w pobliżu ale jak się pojawia, to zaczyna straszyć i grozić.

Ludzie opowiadają, że to PRowiec starej daty, który ma swoją mentalność i swoje przyzwyczajenia oraz klimaty żywcem wyjęte z lat 80′. Kiedyś pracował w Bostonie i też izolował gwiazdy Celtics od mediów.

A szkoda bo zawodnicy są naprawdę bardzo mili i otwarci na kontakty. Przynajmniej takie sprawiają wrażenie. Pogadałem chwilę z Hardenem i Curry’m potem zapytałem o zdjęcie. Nie widzieli żadnych problemów. Gdy już pozowaliśmy do fotki podleciał on i pogroził palcem. Może celowo zatrudnili takiego "zadziora" bo z kimś bardziej uległym gwiazdy NBA miałyby trudności, żeby funkcjonować w Hiszpanii. Nie sądzę ale może.

Ciekawostka:
Kiedy skończyliśmy rozmawiać w strefie mieszanej, zauważyłem że Gay i DeRozan postanowili sobie jeszcze trochę porzucać.
Usiadłem koło parkietu.
Patrzę. DeMar zamienił Molteny na Spaldingi z NBA.
Gdy tylko skończył podszedł do niego pogadać o tym.

"Różnica jest ogromna. Stary, tymi piłkami ciężko się gra. Jak jest sucha, to jest w miarę OK. Ale w meczu ona nigdy nie jest sucha bo przecież zawodnicy się pocą, ubrania są mokre. Piłka robi się śliska i trudno się nią gra. Chciałem trochę potrenować naszymi piłkami."
Pytam czy gdyby grali turniej w Hiszpanii Spaldingami, to czy każdy mecz wygrywaliby różnicą 50 punktów.
"(śmiech) No nie wiem czy każdy ale to bardzo możliwe."



Pogadałem też (kolejny raz) z Tomem Thibodeau i muszę powiedzieć, że jest jednym z najbardziej dostępnych ludzi w składzie Stanów Zjednoczonych. Bardzo miły, chętnie odpowiada na pytania, raczej nikogo nie zbywa. Gdy ma czas, chętnie się nim dzieli. Człowiek z klasą.

O tym czy był konflikt między nim a zarządem Bulls gdy sprzedawano Luola Denga (Thibs podobno był za zatrzymaniem go). "To nie do końca był konflikt. Zbieramy informacje na temat zawodników ale czasem mamy pogląd na jakieś kwestie z dwóch różnych perspektyw. Mam na myśli zarząd i trenerów. Ale ostatecznie zależy nam na dobru drużyny i wiemy, że transfery są dużą częścią naszej ligi.
Ja bardzo lubiłem Luola jako zawodnika i jako człowieka. To był dla mnie przywilej móc mieć go u siebie. Nie znajduję słów by opisać jak wysoko go cenię. Był świetnym kolegą dla innych w drużynie. Wiem, że mocno udziela się charytatywnie. Życzę mu wszystkiego co najlepsze w nowym rozdziale w Miami Heat. A tymczasem my w Bulls mamy nową drużynę i o niej musimy myśleć."

O obronie w meczu ze Słowenią. Czy to było to, czego oczekuje?

"Mam takie podejście, że zawsze uważam, iż nawet coś dobrego można zrobić jeszcze lepiej. To jest proces, który będzie trwał pewnie do końca turnieju. W każdym meczu chcemy poprawić coś w porównaniu z wcześniejszymi pojedynkami."

O game planie na starcie z Litwę.

"Zdajemy sobie sprawę z tego, jak dobra jest to drużyna. Musimy być czujni na obu końcach parkietu. Są silni pod koszem ale mają też świetnych strzelców na obwodzie. Będziemy musieli bronić na wiele sposobów ale także na wiele sposobów będzie musieli zaatakować. Oni dobrze zabezpieczają swoją strefę podkoszową. Ruch piłką, szybkie decyzje z naszej strony będą bardzo ważne w tym meczu."

O doświadczeniu w Hiszpanii.
"To dla mnie niesamowity honor i doświadczenie. Podoba mi się w Hiszpanii a jeśli chodzi o samą koszykówkę to mam okazję podpatrywać jak pracują trenerzy z całego świata. Uczymy się cały czas dlatego uważam, że jest to dla mnie wspaniała okazja, żeby być jeszcze lepszym trenerem."

Czy może porównać Kevina Garnetta z Celtics z 2008 roku do Joakima Noaha (Thibs był w sztabie coacha Doca Riversa. Odpowiadał za obronę Celtics).
 
"Są różni jako zawodnicy ale bardzo podobni charakterem. Są typami zwycięzców, którzy zawsze wychodzą na parkiet by walczyć. K.G. jest w NBA już wiele lat i ma za sobą wspaniałą karierę. Joakim zaliczył ostatnio świetny sezon i mam nadzieję, że będzie kontynuował swój rozwój tak, jak to miało miejsce do tej pory. On każdego roku coś dodaje do swojej gry. W tym sezonie będę miał duże oczekiwania wobec niego." 


1 comment on “#Spain2014. Dzień Dwunasty

  1. Pingback: #EuroBasket 2015: Dzień jedenasty – Karol Mówi

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.