#Spain2014. Dzień Dziesiąty

Poniedziałek był dniem wolnym. Wolnym od meczów ale nie od emocji i przygód. W Palau Sant Jordi odbywały się tylko sesje treningowe grających w Barcelonie ekip. Zgadnijcie czyje zajęcia wzbudziły najwięcej zainteresowania?
 
Z półtoragodzinnego treningu Amerykanów, oficjalnie mogliśmy obserwować ostatnie 15 minut. Nieoficjalnie dało się przebywać gdzieś w oddali i widzieć całkiem sporo. Tak właśnie ja zrobiłem ale co chwilę patrzyłem na czas i nie mogłem doczekać się wejścia w okolice parkietu. W końcu doczekałem się.

Amerykanie albo byli tak mili albo po prostu chcieli solidniej potrenować (zapewne i jedno i drugie) bo z piętnastu minut zrobiła się prawie godzina dość intensywnych zajęć.
 
Po części czysto taktycznej, był to moment na doskonalenie indywidualnych umiejętności.

Derrick Rose ćwiczył rzuty z dystansu i półdystansu pod okiem Toma Thibodeau, Anthony Davis i Monty Williams pracowali nad kilkoma zagraniami tyłem do kosza oraz poprawnym przemieszczaniem stóp.

Splash Brothers, rzecz jasna rzucali. Dużo rzucali.

Grupa zawodników ćwiczyła kolejno różne elementy gry – Plumlee, Cousins, Gay i Drummond biegali przez całą długość parkietu a potem rzucali.

W oczach i na twarzach całej dwunastki widać było pełne zaangażowanie. Byli źli na siebie, gdy dane ćwiczenie im nie wychodziło, konsultowali różne rzeczy z trenerami. Miło było patrzeć jak to wszystko wygląda od kuchni.



Kilka spostrzeżeń i historyjek:

– Amerykanie ćwiczyli rzuty. Drużyna podzieliła się na dwie grupy. W jednej z nich znaleźli się m.in. Davis, Cousins i Curry. Dwaj pierwsi rzucali z kilku metrów a gracz Warriors zza łuku. Trafiał jak w transie. Każdy był skupiony na sobie ale w pewnym momencie Cousins szturchnął Davisa i wskazał na Curry’ego. "Patrz, co on robi." – powiedział DeMarcus.
"M!@#$%^&*" – skomentował z wyraźnym podziwem Davis.

Curry chyba nawet nie odnotował tej rozmowy. Był w swoim trójkowym świecie.

– Kiedy zajęcia zbliżały się do końca, siadłem sobie zaraz za ławką zawodników. Przede mną, na wyciągnięcie ręki byli Harden, Curry, Faried a trochę dalej Plumlee i Thompson.
Za nami siedzieli Cousins, Gay i DeRozan.



To była śmieszna sytuacja. Wszyscy ze sobą rozmawiali a ja siedziałem między nimi. Nie przeszkadzałem więc chyba nawet nie zwracali na mnie uwagi.

Siedzący z tyłu Gay poprosił Curry’ego o ręcznik. Steph złapał jeden z nich i rzucił w jego stronę.

"Czy mi też może podać jeden?" – zapytał Cousins.
Zajęty szukaniem czegoś w plecaku Steph chyba już tego nie słyszał.
 
Wziąłem jeden z ręczników przewieszonych przez wolne krzesełka i podałem go DeMarcusowi.

"Dzięki stary." – powiedział i w tym samym momencie jego twarz zniknęła w tymże ręczniku.




– Nie wiem czy wszystkie drużyny dysponują czymś takim ale Amerykanie mają specjalną walizkę na buty zawodników oraz człowieka, który odpowiedzialny jest za ich zebranie.

– Andre Drummond będzie miał co zrzucać na obozie treningowym Pistons.

– Słoweński dziennikarz zapytał Cousinsa czy wie gdzie leży Słowenia.
"Nie. A wiesz, gdzie jest Alabama?" – zapytał podkoszowy Kings.

Ja wiem, gdzie jest Słowenia – jest w tarapatach. Bracia Dragic i koledzy zagrają dziś z Amerykanami o półfinał.

Coach Krzyżewski znalazł trochę czasu by pogadać. Oto, co powiedział:

"Móc reprezentować swój kraj to zawsze jest honor. Ważne jest jednak, żeby reprezentować w dobry sposób. Chcemy wygrać ale chcemy zrobić to tak, jak należy. I nie tylko chodzi mi tutaj o granie w koszykówkę. Zdajemy sobie sprawę z tego, że jesteśmy drużyną, która jest najbardziej obserwowana, z którą chce się najwięcej rozmawiać, wokół której najwięcej się dzieje.
Dlatego chcemy w odpowiedni sposób zachowywać się gdy podróżujemy, gdy udzielamy wywiadów, gdy kontaktujemy się z kibicami oraz zawodnikami innych drużyn.
To właśnie, wspólnie z Jerry’m Colangelo staramy się robić od 9 lat. Stworzyć taką właśnie kulturę, system zachowań. Chcemy robić wszystko we właściwy sposób.
Dla mnie to jest powinność, moja odpowiedzialność. Tego nauczyłem się w West Point. Kierują moimi zawodnikami, to jest moja jednostka. Nie tylko chcę, żeby wykonali zadanie ale chciałbym by przy tym wykonali je we właściwy sposób. Oczywiście jest to proces i cały czas uczymy się nowych rzeczy.
Jeśli chodzi o fazę pucharową to cały czas staramy się wszczepić w umysły zawodników, że każdy mecz to jest game 7. To młodzi chłopcy więc nie każdy z nich miał jeszcze okazję grać taki mecz. Chcemy by ich skupienie było maksymalne, że miejsce w Finale w Madrycie nie jest zarezerwowane dla nas.
Uważam, że dużym atutem w mojej pracy z kadrą jest to, że ja nigdy nie gram przeciwko nim w sezonie. Jestem trenerem NCAA oni grają w NBA. Dzięki temu możemy budować lepsze relacje między sobą. Dla mnie to jeden z ważniejszych czynników, które stoją za naszymi ostatnimi sukcesami."


Coach Tom Thibodeau znalazł dla mnie chwilę…

Takie tam z chłopakami po treningu:


coach Jim Boeheim mistrzem drugiego planu tego zdjęcia.

Przy ściance:


 


Tak to mniej więcej wyglądało z mojej perspektywy:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.