Tak poradziłem sobie z tą kontuzją

Jest to temat, za który zabierałem się już od wielu miesięcy. Kiedyś obiecałem, że to zrobię, potem dostałem górę maili z pytaniami. Wybaczcie wszyscy, którzy musieliście tyle czekać. W tekście opowiadam o swoim doświadczeniu z pewną kontuzją. Zaznaczam jednak, że nie jestem ani lekarzem ani fizykoterapeutą ani fizjoterapeutą. Choć nie ukrywam, że interesuję się szeroko rozumianą medycyną, zdrowiem, zdrowym trybem życia, kontuzjami sportowymi i ich leczeniem.

"W dzieciństwie sklejałem modele samolotów i widziałem wybuch szopy."

Kontuzja, z którą borykałem się przez około trzy długie lata nosi nazwę "Shin Splint". Ogólne tłumaczenie obu tych słów nie oddaje tego, czego ta dolegliwość dotyczy bo shin według słownika to goleń, a splint to szyna/usztywnienie/unieruchomienie. Słownik pojęć medycznych już bardziej rozjaśnia obraz sytuacji tłumacząc to jako "syndrom napięcia przyśrodkowej strony piszczeli".
Kontuzja ta w dużej mierze dotyczy biegaczy ale także tych, którzy uprawiają sporty dynamiczne z koszykówką na czele.

Zaczęło się niewinnie od bólu po wewnętrznej stronie piszczeli lewej nogi. Potem doszedł do tego ból w analogicznym miejscu u prawej nogi. Na początku był to ból, który towarzyszył mi raz na jakiś czas i nie był silny. Z czasem mały ból przerodził się w wielki ból. Taki wielki, że odbierał mi radość z gry w kosza, sędziowania, biegania i każdej innej aktywności. Czasem przeszkadzał mi nawet w spaniu.

Leczyć się zacząłem tradycyjnie – maści, masaże, lód, odpoczynek. Nic nie pomagało.

Było naprawdę ciężko. Po jakimś intensywniejszym treningu czy meczu, wstanie z łóżka następnego dnia było prawdziwym wyzwaniem. To był taki ból, jakby ktoś złapał mnie mocno od wewnątrz za ten kawałek piszczeli i trzymał. Niejednokrotnie temu "trzymaniu" towarzyszyły też ostre ukłucia podczas zwykłego chodzenia. 

Drugi etap leczenia – lekarz, prześwietlenia, bardziej zaawansowana rehabilitacja.

Z lekarzami pierwszego kontaktu jest tak, że jak mówisz im że Cię coś boli, to dają Ci leki przeciwbólowe, maści i każą czekać. Kiedy mówiłem, że to już przerabiałem, dostawałem serie zabiegów na które składał się laser, ultradźwięki, terapuls i parę innych rzeczy, których już teraz nie pamiętam. Kiedy i to nie pomagało, rozkładali ręce. Tym bardziej, że prześwietlenia podobno niczego nie wykazywały.

Zacząłem szukać innych rozwiązań. Może to od kręgosłupa? Ktoś doradził mi, że to może być to. Ucisk na jakimś odcinku kręgosłupa ujawniać się może bólem w innych częściach ciała. To by mogło się zgadzać bo po pierwsze odpoczynek nic mi nie dawał a zdjęcia niczego nie wykazywały. W wersję z kręgosłupem byłem skłonny uwierzyć mając w pamięci mój wypadek samochodowy. Poszedłem tym tropem.

Zdjęcia, nastawianie, masaże… i nadal nic.
Minęło jedno lato, drugie i trzecie. Schemat zawsze był taki sam. Basket ograniczałem tylko do rzutów. Chodziłem na basen, ćwiczyłem "górę" ale ogólnie dawałem sobie dużo odpoczynku. Na
moje "Shin Splinty" znalazłem w internecie ćwiczenia rozciągająco-wzmacniające. Scenariusz był niestety zawsze taki sam.
Z tygodnia na tydzień teoretycznie coraz lepiej. Ból ustępował a ja zaczynałem biegać i grać. Przychodził wrzesień, październik. Mijało kilka tygodni a w piszczelach znów pojawiał się znajomy ból.

Jak żyć? Pytałem sam siebie. 

W końcu po latach (dziwnie to brzmi ale przecież tak właśnie było) udało mi się trafić na właściwego lekarza.
Pojechałem do niego ze starymi zdjęciami, dodatkowo zrobiłem jeszcze coś nowego.
Wyjaśniłem mu dokładnie jak wygląda sytuacja, opowiedziałem mu swoją historię. On popatrzył na zdjęcia (na których podobno niczego niecodziennego nie było), potem obejrzał z bliska moje nogi i już wiedział.

"Karolu, masz niewielkie skrzywienia obu kości piszczelowych. Poza tym masz delikatne płaskostopie. Przypadków takich, jak Twój jest wiele, tyle że u ludzi nieaktywnych fizycznie nie objawia się to takimi dolegliwościami."
Zakrzywione piszczele to pamiątka z dzieciństwa (miękkie kości dziecka są bardzo plastyczne czyli podatne na skrzywienia), płaskostopie też. Nierównomierny nacisk na piszczele w połączeniu z płaską stopą zmuszają mięśnie (brzuchaty łydki, płaszczkowaty i mięśnie piszczelowe) do wzmożonej pracy. Dochodzi do rozerwania włókien mięśni a przy tym często pojawia się też zapalenie okostnej piszczeli. I to było to.

Lekarz dodał, że najprawdopodobniej na jakimś etapie borykania się z tą kontuzją, przeszedłem przeciążeniowe pęknięcia w obu piszczelach. To też by się zgadało, bo jak sięgam pamięcią to był taki okres, że "czarno to widziałem" a ból w tych okolicach był moim stałym towarzyszem.
 

Rozwiązanie?
Najprostsze z możliwych. Wkładka dla ludzi z pronacją stopy. I tyle? Tak tyle. Zapisał mi jeszcze wapno z dużo ilością wapna w wapnie na mocne kości i zaprosił na kontrolną wizytę po 6 tygodniach. Nie poszedłem. Nie potrzebowałem. 

Wkładki, zamówione w sklepie ze sprzętem ortopedycznym, zainstalowałem do butów do grania i do sędziowania i od tamtej pory zapomniałem (odpukać) jak to jest, gdy bolą piszczele.
Tak się akurat złożyło, że działo się to po wakacjach. Byłem więc "na świeżości". Zaczął się sezon grania i sędziowania. Po każdym wysiłku, jeszcze z niedowierzaniem robiłem test nogi – nie bolało. Rano po wstaniu z łóżka też nie. Miały tygodnie, miesiące. Nie bolało. Potem już przestałem sprawdzać. Zapomniałem o tym. Teraz dmucham na zimne i nie daje się namówić na ostre granie, gdy pod ręką nie mam swoich wkładek.

Mam nadzieję, że pomagam komuś tym tekstem ale pamiętać trzeba, że przyczyn tej podstępnej kontuzji jest kilka.
Oprócz tych, które opisałem w swoim przypadku, można nabawić się jej też m.in. przez: niewłaściwe obuwie, niedostateczną rozgrzewkę, przetrenowanie, zmęczenie, zbyt twarde podłoże do biegania i kilka innych czynników.  

Poniżej prezentuję dokładne umiejscowienie bólu oraz cudowne wkładki. Kręciliśmy bez dubli i dublerów.

   

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.