Tata, a Marcin powiedział

Larry Bird powiedział, że w pojedynku jeden na jednego z Michaelem Jordanem zostałby wręcz zniszczony.
Reggie Miller w hipotetycznym drafcie, gdzie do wyboru miałby Larry’ego Birda i LeBrona Jamesa (obu w swoim prime) wybrałby Birda.
Michael Jordan powiedział, że będąc w swoim prime pokonałby LeBrona i Kobe’ego (oczywiście nie obu na raz – chociaż kto wie – wiesz jaki jest M.J.) też będących w swoich najlepszych okresach w karierach.
LeBron z kolei twierdzi, że byłby w stanie pokonać Jordana w jego najlepszych latach.
Pewien tegoroczny debiutant idzie krok dalej i głośno zastanawia się czy przypadkiem to Tracy McGrady nie był najlepszym graczem wszech czasów. Ale to zostawmy.

Ludzie denerwują się czasem przy okazji tego typu rozważań bo podstawowym ich mankamentem (tych rozważań, nie ludzi) jest to, że nigdy nie dowiemy się co by było gdyby i nigdy w takiej dyskusji żadna ze stron nie może czuć się ostatecznie zwycięska lub ostatecznie pokonana.
To prawda. Ale z drugiej strony ten prawdziwie akademicki pojedynek na argumenty i fakty może przynieść wiele satysfakcji temu, który swoje racje wyłoży w taki sposób, że druga strona nie będzie w stanie odpowiedzieć a bezstronni obserwatorzy milcząc pokiwają tylko z uznaniem głowami.
Nawet jeśli nie dojdzie się do porozumienia, bo rzadko się je osiąga w takich dyskusjach to a) można spędzić bardzo miło czas na rozmowach o baskecie, b) poznać pewne fakty, o których zapomnieliśmy lub nawet ich nie znaliśmy, c) spojrzeć na pewne kwestie w innym świetle.
Warunek: Obie strony muszą reprezentować odpowiedni poziom wiedzy i kultury osobistej.

Można też stosować mieszankę chamstwa i siły. Ten sposób dyskutowania w pewnych kręgach bywa całkiem skuteczny.
Technika jest prosta. Do argumentu jednej strony dodajemy na początku "Co Ty pie..olisz?" potem następuje powtórzenie tezy przedmówcy ale w formie pytającej  a następnie wieńczy ją zwrot "chyba Cię poj..ało."
Przykład: "Michael Jordan miał lepszy rzut niż LeBron."
Riposta: " Co Ty pie..olisz. Michael Jordan miał lepszy rzut niż LeBron? Chyba Cię poj..ało."
W technice tego typu dyskutowania istnieje prawdopodobieństwo/ryzyko, że druga strona być może i ma tam swoją wiedzę ale nie do końca jest pewna siebie i za bardzo nie ma chęci/odwagi na ewentualne konfrontacje – nie tylko te słowne.
 
Jeśli obie strony są przedstawicielami szkoły chamstwa i siły prawdziwą radością jest bycie bezstronnym słuchaczem tychże intelektualnych zmagań. Polecam każdemu. Hans Christian Andersen przy tego typu bajarzach wygląda jak rookie na dorobku z końca II rundy draftu.

Pozwalam sobie na żarty bo temat może i jest ciekawy, nawet bardzo ciekawy, może i jest wart pochylenia się nad nim ale tak to ostatnio bywa, że w dobie internetu i błyskawicznego przepływu informacji właściwie co kilka miesięcy musimy czy musielibyśmy brać na warsztat tego typu rozważania. A skoro robimy to stosunkowo często, to w zasadzie cóż możemy wnieść świeżego do dyskusji?
Larry pewnie ma rację, że M.J. fizycznie by go zniszczył w meczu jeden na jeden. Ale koszykówka to taki sport, w którym trzeba też mieć w głowie nie tylko w nogach a przydatnym dla zespołu i dominującym nad rywalami można być na wiele sposobów, dlatego miejsce dla Birda wśród najlepszych w historii NBA nie podlega kwestii.
Dlatego też wszystkie tego typu rozważania musimy rozpatrywać na dwóch płaszczyznach – Po pierwsze na płaszczyźnie czystej, hipotetycznej gry jeden na jeden, gdzie bierzemy pod uwagę głównie fizyczność danego gracza. Po drugie na płaszczyźnie jego wartość jako integralnego elementu zwycięskiej drużyny.

Dlatego też fakt, że Miller bierze w drafcie Birda ponad Jamesem tylko na pierwszy rzut oka zdaje się być lekko szalony ewentualnie kurtuazyjny w kierunku człowieka, któremu Reggie wiele zawdzięcza. Tak, LeBron pewnie też pokonałby Birda w hipotetycznym meczu 1×1. Larry miałby ciężkie czasy w kryciu tej lokomotywy z kolei w ataku musiałbym mocno pracować na wykreowanie sobie pozycji do rzutów. Ale komu dałbyś piłkę w ostatnim posiadaniu siódmego meczu Finałów przy jednopunktowym prowadzeniu rywala? Ja Birdowi a Ty?

Larry w wieku 31 lat, czyli mniej więcej w takim, w jakim jest teraz James, notował prawie 30 punktów, ponad 9 zbiórek, ponad 6 asyst i prawie 2 przechwyty w każdym meczu. Potrafił dominować w meczach, w seriach play-off, prowadzić drużyny do tytułów, potrafił czynić swoich kolegów lepszymi.
Ale przecież James też czyni swoich kolegów lepszymi.
Czy Jordan, Bryant lub Bird osiągnęliby więcej z Cavs, gdyby wstawić ich do tegorocznego składu za LeBrona? Naprawdę nie sądzę.
Wracamy więc do punktu wyjścia. Larry być może odstawałby fizycznie od całej czwórki i być może przegrałby każde z tego typu teoretycznych starć 1×1. Być może. Z kolej LeBron miałby teoretyczną przewagę siły nad każdym z wielkich rywali. Jordan i Bryant w swoich prime’ach byliby piękni do oglądania w lotach, minięciach, klasycznych fade away’ach i tym boiskowym sku..syństwie. 
Ktoś musiałby wygrać ten czteroosobowy turniej. Ja nie wiem kto. Rozgrywam sobie te mecze w głowie, w wyobraźni. U mnie wygrywa Jordan bo jest moim ulubionym zawodnikiem all-time i nie umiem a najpewniej nie chcę patrzeć na to chłodno. Choć przecież patrząc na to chłodno, M.J. musiałby być silnym kandydatem do wygrania tego turnieju.
Chciałbym jakoś mądrze zakończyć ten tekst…
Ale nie mam pomysłu więc kończę niespodziewanie…
Dobrej nocy…

       

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.