Basketball Without Borders (BWB) Europe 2016

Basketball Without Borders, camp, który ma już piętnaście lat, pierwszy raz w swojej historii zawitał do Finlandii. Od 2001 roku campy organizowane przez NBA we współpracy z FIBA, gościły w 20 krajach, na sześciu kontynentach. Przewinęło się przez nie już ponad 2300 uczestników ze 120 krajów i terytoriów zależnych. 33 zawodników wybranych w drafcie do NBA na przestrzeni tych piętnastu lat, brało udział wcześniej w BWB. Kto wie, może któryś z uczestników fińskiego campu, zasili kiedyś NBA. Tego im życzę. Byłem tam od środy do piątku. To było bardzo ciekawe doświadczenie, które moimi oczami wyglądało tak…

Kilka tygodni przed samym campem, dostaliśmy maila od naszego (fińskiego) związku koszykówki z informacją o możliwości zgłoszenia swojej chęci uczestnictwa (jako sędzia). Wybrana szóstka została poinformowana mailowo a przy okazji poproszono nas o podanie rozmiaru obuwia oraz innych wymiarów ciała. Potem Hanno Möttölä, pierwszy i póki co jedyny Fin z doświadczeniem w NBA, w mailach, podzielił się z nami kilkoma uwagami odnośnie campu, jego idei oraz spraw czysto organizacyjnych.
Ja dodatkowo, w międzyczasie, aplikowałem też o akredytację dla mediów. 

W środę odbyliśmy "odprawę" z człowiekiem z NBA, który jasno nakreślił nam czego oczekują od nas jako sędziów. To była bardzo ciekawa odprawa, która bardzo mi się spodobała. "Pamiętajcie, że to zawodnicy na boisku, są najważniejsi. Trenerzy chcą ich uczyć a agenci z różnych klubów przyjechali tu oglądać młode koszykarskie talenty a nie sędziów." – powiedział. Nie groził nam, jego ton nie był pouczający. Przeciwnie. Był uśmiechnięty i bardzo miły, po prostu mówił jak jest, jak być powinno w meczach koszykówki. Zawsze.
  
Jeszcze przed odprawą dostaliśmy torby sportowe, w których znaleźliśmy buty, koszulki oraz zestaw skarpet. Później dorzucili nam jeszcze po jednej parze spodenek. Wszystko od Nike, wszystko z logo BWB, NBA i FIBA.
Powiedzieli, że od nas zależy czy chcemy sędziować w butach, które dostaliśmy. Mogliśmy pozostać przy własnych, pod warunkiem, że był to produkt Nike lub Jordana. Nike sponsoruje, Nike wymaga. To samo tyczyło się też graczy. Wyjątki robiono jedynie dla tych, którzy mieli butowy deal z inną marką.



Graliśmy dziennie po trzy 16-minutowe mecze na mieszanych zasadach. Głównie w oparciu o przepisy FIBA ale z elementami zasad NBA.
Po każdych czterech minutach trenerzy robili zmiany (zazwyczaj całe piątki). Akcje 2+1 dawały automatycznie 3 punkty, gdy rzut był celny. Gdy nie był celny, zawodnik stawał na linii tylko raz a rzut taki wart był 2 punkty. Chodziło o to, żeby w grze było jak najwięcej czystej gry.
W ostatnich dwóch minutach wszystko było normalnie.
Zawodnicy trenowali od poniedziałku. My zaczęliśmy w środę. Po pierwszym dniu "oficjalnych" meczów, odbył się draft. Zawodników podzielono na cztery drużyny – 76ers, Mavs, Hornets i Wolves. Ekipy grały ze sobą mecze, a my je sędziowaliśmy.
Pracę zaczynaliśmy o 12.30 lub 13.30. Jak w zegarku. Zawodnicy zaczynali kilka godzin wcześniej od treningów indywidualnych oraz taktyki gry.
Gracze obwodu trafili pod skrzydła Andre Millera, Jerryda Baylessa, Beno Udriha oraz paru trenerów młodego pokolenia bez przeszłości w lidze.
Podkoszowych pod swoją opiekę wzięli Cole Aldrich, Spencer Hawes i Ronny Turiaf. Obu formacjom pomagał Vladimir Radmanovic.

Aldridge, Hawes i Bayless wykorzystywali czas poza meczami/treningami by ćwiczyć dla siebie. Wysocy razem pod koszem. Bayless z jednym z trainerów. To też było ciekawe doświadczenie móc popatrzeć z bardzo bliska jak do sezonu przygotowują się gracze NBA. Któregoś dnia po jednej stronie parkietu swoją sesję treningową miał Bayless a po drugiej ja "waliłem tróje."

Impreza skończyła się w sobotę ale my (sędziowie) musieliśmy pożegnać się już piątek. Cała nasza szóstka musiała być w ten weekend w Nokii, gdzie odbyła się przedsezonowa konferencja. Zostaliśmy pożegnani bardzo ciepło, bardzo miło, poczuliśmy się częścią BWB.

Nie wiem jak sprawy miały się w sobotę ale w piątek było dość intensywnie, momentami całkiem poważnie i oczywiście cały czas bardzo ciekawie.

"Tam był faul." – mówi do mnie Cole Aldrich zza linii bocznej po jednej z podkoszowych akcji.
"Moim zdaniem all ball." – odpowiadam. 
"Dobra, zobaczymy to potem na video. Jak był faul, to stawiasz piwo. Deal?
"Oczywiście."

W innej drużynie miałem Baylessa "pracującego" cały czas przy linii bocznej. "Faul", "kroki", "ruchoma zasłona" i tak dalej. 
"Jerryd, weź ty się uspokój." – mówię. "Nie dajesz mi pracować. Mam cię cały czas w uchu a podejrzewam, że wiesz, że tam się nic nie dzieje."
"No wiem. O to mi chodzi." – odpowiada zadowolony z siebie J.B.

Najciekawszą sytuację, a nawet dwie, miałem z trenerem Lionelem Hollinsem. Była końcówka meczu. Jego zawodnik penetrował pod kosz. Gracz obrony, w mojej ocenie wyskoczył pionowo w górę, co miał prawo zrobić. Nastąpił kontakt, nie za mocny, który ja zaklasyfikowałem jako no call. Hollins twierdził później, że był to faul. Ciekawa sytuacja. Moim zdaniem miałem rację ale nie zdziwiłbym się gdyby było inaczej.

W innym meczu, w samej końcówce, dałem Hollinsowi swój pierwszy w życiu time out przy "żywej piłce." Wiedziałem, że trenerzy mają podczas BWB takie prawo ale nie będąc przyzwyczajonym do tego typu interpretacji, skupiłem się na ostatnim posiadaniu w meczu a nie na tym co wokół. Nagle – "time out, time out." Odwracam się, patrzę, Hollins na parkiecie przy samym moim uchu. Ożywiony ale uśmiechnięty. Dostał czas. Wiedział, że my w FIBA nie dajemy czasów w takich sytuacjach. Dlatego nie miał żalu i śmiał się, że w końcu mu się udało. 
Przypomniał mi się Doc Rivers z Finałów 2010 z meczu nr 2. Google it. Nie musisz.

Bardzo pozytywne wrażenie zrobił na mnie Ronny Turiaf. Bardzo miły, kulturalny, zazwyczaj uśmiechnięty. Każdego dnia witał się ze wszystkimi w hali, pytał co słychać, jak się pracuje. Było wokół niego bardzo dużo pozytywnej energii.

"Ten łosoś dziwnie smakuje. Jadłeś?" – pyta na stołówce Bayless Turiafa.
"Dziwnie dla ciebie bo może ty nigdy w USA nie jadłeś prawdziwego łososia. No gdzie jak gdzie ale chyba w Finlandii łosoś powinien smakować jak łosoś. Nie sądzisz?" – odpowiedział Turiaf.

Ja stałem koło nich i nakładałem na swój talerz coś z mięs. Nie mogę potwierdzić czy faktycznie tamten łosoś nie smakował jak prawilny łosoś. Nie jadam łososia a innych stworzeń wodnych unikam. To nie jest pochodna jakiegoś tam przekonania wyczytanego gdzieś. Po prostu nie jestem fanem "rybnego" smaku.
Wołowinka, owszem, tak.

Pisałem w poprzednim tekście o "chorych gierkach" trenerów. Ci z NBA robią to o poziom wyżej. Przy czym ich gierek nie nazwałbym chorymi. To jest fascynująca potyczka psychologiczno-intelektualna. Wszystko odbywa się z ogromnym szacunkiem, dlatego tak trudno jest w to grać.
Śmieją się a za chwilę są poważni. Są poważni a za chwilę się śmieją. Krzyczą faul, goaltending i co tam jeszcze chcesz by za chwilę powiedzieć spokojnie "I know, I know. You got that right." Fundują ci huśtawkę uczuć i nastrojów. Cel jest raczej oczywisty.

Dla mnie, osoby która miała już styczność z NBA, nie była to nowość ale każdy z kim rozmawiałem, kto widział NBA z bliska po raz pierwszy, podkreślał imponujący profesjonalizm pracowników ligi. Wszystko, podkreślam wszystko, co odbywało się w ramach BWB na obiektach Susi Training Center, znanych również jako Kisakallion Urheiluopisto, odbywało się według wcześniej nakreślonego planu.
Wśród 41 zaproszonych zawodników, było dwóch Polaków. Z jednym z nich, Dominikiem Wilczkiem ze Śląska Wrocław, miałem okazję któregoś dnia po kolacji dłużej pogadać. Kolejnego dnia sędziowałem mecz jego drużyny. Dominik był w nim Klay’em Thompsonem. Rzucał trójki jak szalony.

Tak to mniej więcej wyglądało z mojej strony.


                            

Parę innych zdjęć:

Coach Hollins szykuje swoją ekipę do meczu.


8524 asysty w NBA i jedno zdjęcie ze mną. Andre Miller dał swoim podopiecznym wiele bezcennych uwag.

 

1 comment on “Basketball Without Borders (BWB) Europe 2016

  1. Pingback: Bejrut 2017. Podsumowanie – Karol Mówi

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.