Vince Carter (oficjalnie) zakończył karierę

W zasadzie, to wiedzieliśmy o tym już minionego lata, kiedy Vince Carter wiązał się rocznym kontraktem z Atlantą Hawks. Wtedy to VC ogłosił, że rozgrywki 2019-20 będą jego ostatnimi. Dziś 43-latek potwierdził swoją decyzję.

Carter spędził w NBA 22 sezony! Nikt wcześniej nie grał w NBA tak długo. Po dwadzieścia jeden lat zagrali w lidze Robert Parish, Kevin Willis, Kevin Garnett i Dirk Nowitzki.

Vince trafił do NBA z piątym numerem draftu 1998 roku. Żeby zrozumieć perspektywę lat, szczególnie dla zawodowego sportowca, wystarczy zwrócić uwagę na fakt, że niecałe trzy miesiące później urodził się Trae Young, od dwóch sezonów kolega Cartera z Hawks. Niesamowite jest również to, że Vince jest też o osiem miesięcy starszy od ojca Younga.

Carter zdobył 25728 punktów w karierze, co na ten moment daje mu 19 miejscu na liście najlepszych strzelców w historii NBA. 2290 celnych trójek daje mu szóste miejsce wśród najlepszych strzelców dystansowych. 46367 rozegranych minut plasuje go na 15 miejscu w historii w tej klasyfikacji. Z kolei 1541 rozegranych meczów daje mu trzecie miejsce.

Pisałem to już wielokorotnie, powtórzę i przy tej okazji – Vince zestarzał się z klasą jak Sean Connery. Od fizycznego wybryku natury, gwiazdy ligi, do roli wzorowego zadaniowca z ławki. Od dunkera do specjalisty w rzutach za trzy punkty. Wielu graczom przerośnięte ego nie pozwoliło na taką przemianę. Nie godzili się z upływającym czasem, nie docierało do nich, że wraz z ulatującym atletyzmem, powinni naturalnie usunąć się z pierwszego planu. Carter nie miał żadnych problemów z taką przemianą, która na pewno nie była łatwa. Nie było mi dane oglądać go na żywo gdy osiągał swój fizyczny prime, ale mimo to bardzo się cieszę, że mogłem go zobaczyć z bliska w Toronto trzy sezony temu.
Nie byłoby zawodowej koszykówki w Kanadzie, gdyby nie Vince. Grizzlies się nie utrzymali w Vancouver. Musieli przenieść się do Memphis. Raptors poszliby tą samą drogą. Nie było w Kanadzie klimatu na koszykówkę.  Raptors zostali dzięki Vince’owi Carterowi. Gdy grał, bilety w hali były wyprzedawane co do jednego. On przynosił emocje. On wprowadził Toronto na koszykarską mapę NBA. Był zjawiskiem na niespotykaną skalę. I nie tylko pomógł zasiać to ziarno, ale przede wszystkim dał mu możliwość by wzrosło. Dlatego właśnie dziś w NBA gra tylu Kanadyjczyków i jest tylu zawodowych koszykarzy z tego regionu. A będzie jeszcze więcej. To postać Cartera, bliskość wielkiej koszykówki, zachęciły dzieci do zainteresowania się tym sportem. Ta silna u podstaw baza fanów zaczęła zataczać coraz większe kręgi.
Cóż więcej można o nim powiedzieć, ponad to co już zostało powiedziane i napisane? Fizyczny wybryk natury. Najlepszy dunker wszech czasów. Chyba co do tego nie ma już wątpliwości. Mimo upływających lat, mimo że w ostatnich sezonach coraz rzadziej, to do samego końca potrafił zachwycać i robić rzeczy niedoścignione dla większości. Half-Man, Half-Amazing! Człowiek, którego wsady przeszły do historii. Patrząc w przekroju na całą karierę Vince’a trzeba zwrócić uwagę na to, że Vince już w swoim trzecim sezonie w NBA (2000-01) trafiał średnio 2.2 trójki na mecz ze skutecznością prawie 41%. Carter od początku kariery wiedział doskonale, że nie wsady, a pewny rzut, będzie czymś, co pozwoli mu zostać w NBA na długie lata. W sezonie 2000-01 drużyny trafiały średnio po 4.8 rzutu zza łuku. Można więc powiedzieć, że Carter wyprzedzał swoją epokę. Przez nieziemskie wsady i nadludzki atletyzm, jest to aspekt gry, o którym przez lata mówiło się za mało. Vince ma na koncie 2229 celnych trójek, co daje mu szóste miejsce wśród najlepszych strzelców dystansowych w historii NBA.
Carter grał w barwach Toronto Raptors, New Jersey Nets, Orlando Magic, Phoenix Suns, Dallas Maverics, Memphis Grizzlies, Sacramento Kings oraz Atlanty Hawks. Jego średnie za całą karierę sięgnęły 16.7 punktu, 4.3 zbiórki, 3.1 asysty oraz 1 przechwytu. Był ośmiokrotnym uczestnikiem Meczów Gwiazd, Debiutantem Roku oraz złotym medalistą Igrzysk Olimpijskich w Sydney w roku 2000.
To tam wykonał prawdopodobnie najlepszy w historii koszykówki wsad, jeśli chodzi o wsady w czasie meczów. Wsad został nazwany “Wsadem Śmierci”. Jego ofiarą padł pan Frederic Weis, który mierzy 218 cm wzrostu!

A tutaj top 10 jego zagrań. Oczywiście jest to zestawienie umowne, bo jego elektryzujących zagrań było mnóstwo.

Swego czasu pokusiłem się o wybranie najlepszej piątki złożonej z graczy, z którymi Vince, przez swoją karierę miał okazję dzielić szatnię. Tekst TUTAJ


* Tekst napisałem oryginalnie dla portalu Unibet.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.